Okiem chorego programisty.

Blog Tostera

Posts Tagged ‘budujemy dom’

Źródełko.

No Comments »

September 6th, 2010 Posted 22:46

Dzisiaj wyleje odrobinę swojej frustracji, a co mi tam. Sprawa wygląda tak że chciałbym mieć w bunkrze bieżącą wodę (a jak zaszaleje sobie). I teraz zaczynają się problemy, dzwonię sobie tu i tam i pytam za ile i na kiedy. No to pan X z firmy co się tym zajmuje mówi 2-3 dni 1.5k, a zakład wodociągowy Żórawina mówi 1.2k wrzesień. No to myślę ok wezmę tych za 1.2k, to było 1 szego września…. Teraz naszą historię trzeba trochę rozbudować (jak fabułę “M jak miłość”) otóż na początku przed dostaniem pozwolenia na budowę trzeba było mieć projekt przyłącza wodnego. Składa to się z kilku stron lania wody co i jak połączyć oraz zajebiście ważnej mapki na której to jest 3 cm kreska (prosta) łącząca ścianę garażu i inną kreskę (wodociąg). I teraz zasadzka, jakiś czas temu przed garaż jebneliśmy sobie pod ziemią
zbiornik na szambo, tak się złożyło że dokładnie na wspomnianej 3cm kresce. No i prywatna firma mówi że ma to w dupie, obejdą sobie rurą i już, ale z państwowymi to nieeee….. Najpierw trzeba było zmierzyć jak daleko jest studzienka od garażu…. później coś tam jeszcze, później chcieli geodete aby im naniósł, ale Aśka wybiła im to z głowy (dobrze że ją trafili bo ja bym się go brzydziej zapytał czy nie ocipiał przez przypadek). I teraz hit piątku, gościu wysłał wspomniany wcześniej projekt do projektanta aby ten narysował im drugą kreskę bo nie wiedzą jak poprowadzić rurę. KURWA, 6 m ziemi od ściany do jebanej drogi (droga ma koło siebie rurę), wyjebiście wielka studzienka z betonu oznajmiająca światu że tu jest zbiornik, goście z planem technicznym zbiornika (mają wymiary) oraz pan Mietek z łopatą (nakładjus 6000 GT) i ni chuja nie wiedzą jak rurę poprowadzić aby nie trafić na chuj wie co !
Zastanawiam się co ten biedny projektant ma wymyśleć lepszego od przeciętnego człowieka mającego w łapie miarkę, mapkę oraz wymiary zbiornika. Kurwa przekopać się 2 m równolegle do ściany, zwrot o 90st i 6 m do przodu. Koniec. Kurwa, jutro będę do niego dzwonić bo pałują się już ponad tydzień z czymś co ja sam (jakbym miał te jebane papiery do odbioru) zrobiłbym max 2 dni (a łapki moje nie są przystosowane do pracy nakładjus 6000 GT i pewnie bym miał bąble :D ) Z drugiej strony wkurza mnie to co właśnie zrobiłem, czyli określanie ile czasu zejdzie mi na coś na czym się nie znam. Ale kurde, skoro prywaciarze mogą w 2 dni i mówią że raczej nie jest problemem wykopanie rowu na 1.5m głębokiego to jakoś im wierzę…

Decha i młotek.

No Comments »

August 18th, 2010 Posted 23:13

Nom i ostatecznie sprawy z tartakiem dotarły do martwego punktu. Znaczy mi się skończyła się cierpliwość, Pan z Tartaku olał mnie ciepłym moczem (w przenośni oczywiście). Więc po konsultacji z Romanem, wystosowałem pismo do sądu i zobaczymy co z tego się wykluje. Oczywiście nie mogło być za łatwo i zamiast sąd we Wrocku to musi być sąd w Strzelinie (bo nie patrzyłem kurde co na umowie miałem) no ale cóż. Sąd to sąd zobaczymy czy uzna moje straszne cierpienia i zmusi dziada do oddania mi kabonki :)

Władca piorunów.

1 Comment »

July 22nd, 2010 Posted 18:49

Dzisiaj będzie krótki post o władcy piorunów, tym tajnym pseudonimem ochrzciłem pana elektryka z wiochy, w której budujemy sobie nasz własny ciasny bunkier. Otóż jak zapewne się drogi czytelniku domyślasz władca piorunów jak przystało na postać mistyczną ma jakieś zajebiste skille. Do nich zalicza się: “wyczucie frajera”, “rewersja czasu”, “prawdomówność oczywista” oraz “zachodzenie od dupsztyla”. Ale po kolei, jakiś czas temu na naszą kochaną budowę trafił dzidzia który zauważył że się budujemy, a że on jest zajebistym i tanim elektrykiem to chętnie dla nas wykona instalację. Wstępnie dziadek opowiedział nam trochę historii swojego życia kim to nie był, czego nie robił i co nie osiągnął. Spoko jako niezwykle spokojna i wyrozumiała osoba przekierowałem strumień od dziadka do /dev/nulla i już, niech sobie pogada ważna cena. Ok dziadek w końcu uzewnętrznił się 15zl/punkt. Wow, prawdziwy heros cena zajebista mówimy do dziadka: “spoko ziom z ciebie wciągamy cię nosem”. Pomazialiśmy po bunkrze co gdzie byśmy chcieli (światła, wyłączniki itd) i się rozstaliśmy. Wprawny gracz od razu wyczuje że zastosowano na nas “wyczucie frajera”, ponieważ oceniając na oko można rzec że dziadek ma coś kolo 65-70 levela potraktował nas od razu “tetryczną gadką” która miała nas zmiękczyć i podbić mu atrybut autorytet. Spoko niby wszyscy szczęśliwi ale jeden z moich podprogramów nie był zbyt happy, nie wiadomo czemu co i jak, ale jakoś mi dziadek nie pasił, nic to mówię cena jest ok. Sumarycznie policzyliśmy koło 140 punktów co dawało kolo 7k cene, dziadek pomlaskał że trzeba liczyć 10k bo zawsze coś, a tak będzie bezpieczny zapas. Mija czas i tak dalej, jest piątek 2 tyg temu. Spotykamy dziada na budowie aby dogadać co i jak i podpisać umowę. Dziadzia przychodzi i pyta czy mamy umowę ? WTF ? Jak my, w końcu on jest wykonawcą. Ale nic się nie odzywam dogadujemy szczegóły. Nagle dziadek mówi: “ok to tak jak się umówiliśmy 20zl punkt i wchodzę w pon.” Eeee ? Mówię że było 15 to skąd to 20 ? Na co dostaje odpowiedź pewniaka, że to niemożliwe on zawsze daje 20zł bo inaczej się nie kalkuluje i na pewno tak powiedział. Oczywiste stało się że nastąpiła próba użycia skilli “rewersja czasu” oraz “prawdomówności oczywistej”, niestety kurde Toster ma nieźle nabity atrybut “pamięć” oraz nie najgorszy atrybut “inteligencja”, tak więc wyszły mi rzuty obronne i wiem że mnie chce ktoś wydymać. (W domu użyłem potężnego artefaktu “notatnik” w którym zapisuje sobie ustalenia, tak więc wiedziałem że się nie pomyliłem). Dobra ciągnę dalej negocjację i pytam ile to sumarycznie będzie. Na co dziadek że punkt świetlny to nie jest przełącznik/miejsce na światło tylko liczba skręconych kostek, tak więc w puszce z kontaktem mogą być 1, 2 lub 3 punkty w zależności od czegoś tam. Tak więc cena z 15 zł/włącznik lub światełko nagle zmieniła się w cenę od 20 do 60 zł… Co więcej, po tym jak już zostanie wszystko otynkowane, to za skromne 5 zł za kontakt zostaną nam zamontowane włączniki. Madafaka, ale ale, to jest robocizna… bo kable i cała resztę to trzeba kupić, i on może to kupić tylko damy mu kasę i on już wszystko załatwi. Tak tak, to dobrze myślicie, to jest właśnie side effect użycia zakazanego skila “zachodzenie od dupsztyla”, jeśli w tym momencie nie pójdą rzuty to jest kaplica. Bo ten skill jest wstępem do nekromantycznego comba: “zachodzenie od dupsztyla”, “wyssanie frajera” połączone z “ostrym rżnięciem od tyłu”. Mi rzuty poszły więc mówię, “spoko, a ile to kosztuje” na co dziadek że on ma zajebiste zniżki i lepiej aby on brał materiał (ale ja też mogę jak chcę tylko nie dostane takich zniżek). On wszystko kupi, zrobi, ja zapłacę ale, materiał dostane po cenach hurtowni, a nie tych z jego zniżką, bo różnicę od ceny dla śmiertelnika, a ceny dla władcy piorunów zgadnijcie kto bierze ? Myślę sobie “kurwa, zajebisty deal, gościu mnie zachęca abym dał mu kasę za robotę, oraz na materiał żeby jeszcze mógł zarobić na materiale, a zachętą dla mnie jest …”. No właśnie kurde co ? Uśmiech z 2ma zębami ? Czy jak ? Wole dać zarobić gościowi w hurtowni niż jemu, bo dla mnie cena taka sama o on i tak bierze kasę za robociznę. A jak zrobię duże zamówienie to może dostanę z 10% upustu. Dobra mówię: “Ile sumarycznie, bo nie wiem ile kasy odłożyć”. Dziadek z uśmiechem, że on nie chce mnie naciągać itd, wszystko jasno i przejrzyście ale trzeba liczyć 10-14k. No ja jebie nagle cena wzrosła o 40%, bo jak pokazuje doświadczenie dziwnym trafem wszystkie moje zakupy zawsze kończyły w okolicach granicy szacowanej ceny. Nic to w zeszłym tygodniu pogadaliśmy z inną firmą poleconą przez naszego budowlańca. Ostateczna wycena 8.5k + 1.1k podłączenie do źródła mocy itd. sumarycznie wliczając zapas, naddatek itp itd powinno się to zamknąć w 11k z umową i fakturami na wszystko. W sobotę podpisuję umowy zobaczymy jak to wyjdzie.

Kup pand dechę strikes back.

4 Comments »

June 17th, 2010 Posted 08:46

Wczoraj oczywiście minął termin kiedy to nasz specjalista z tartaku miał oddać kabone. Jak zapewne się spodziewacie nic do mnie nie wróciło no bo i po co ? Tak więc zacząłem wdrażać plan alfa-czarli-6-k8. Czyli wzięcie jakiegoś młotka i jebniecie panu, w sensie metaforycznym oczywiście gdyż jestem osobą miłującą pokój i harmonię. W pierwszej fazie zadzwoniłem sobie do różnych rzeczników konsumenta, izby handlowej i kumpla Romana którego to pozdrawiam, a przy okazji zareklamuje kancelarię w której pracuje można ją znaleźć tutaj. I teraz już wiemy że dałem trochę dupy, ale nie jakoś strasznie. Tak więc po kolei, trzeba napisać ładne pismo w którym to piszemy do Pana że zlał nas strasznie w związku z czym jesteśmy strasznie wzburzeni i wypowiadamy mu umowę, a on ma oddać zaliczkę + karę. Pismo to wielkiej mocy upychamy do koperty, i wysyłamy turbo poleconym listem, z pingiem zwrotnym odebrania do danego Pana. W piśmie piszemy że na 2 tyg. na to albo będzie źle. Jak nas Pan zleje. To robimy mu ponowną notyfikację, tym razem dajemy mu tydzień. Czyli doliczając do tego latencję poczty w pesymistycznym wariancie (czyli takim jaki jest typowy dla programistów) będziemy się z tym jebać (2 + 1) + (1 + 1) = 5 tygodni, chujnia no ale cóż… Jeśli ten Pan w ciągu 5 tygodni nie wyskoczy z kabony to możemy jebnąć mu orbital strike w postaci sądu oraz nasłać na niego inkwizycję w postaci Krajowego Rejestru Długów. Zarówno rzecznik konsumenta jak i Izba Handlowa mogą mu skoczyć bo ich jedyne uprawnienia to możliwość mediacji… Cóż więc jeśli zostanie nam sąd to nie ma tragedii bo musimy zapłacić 5% tego o ile się ubiegamy od kolesia i zakładamy sprawę. W oparciu o umowę oraz nasze pogróżki o których wspomniałem wcześniej sąd może powiedzieć: “Ja jebie Toster, ale cie koleś dymał… Ale nie bój żaby, ja super sędzia Dred ukarzę tego złoczyńce i zajebie mu karę”. Jak już przyjdzie do sądu to oczywiście można sięgnąć po środki dodatkowe poza umową i zgodnie z tym co mi Roman zaimputował możemy ponarzekać jaki to ja skrzywdzony byłem, czyli:
1) zwrot zaliczki
2) kara z umowy
3) odsetki ustawowe od kary (liczone od końca terminu z pierwszej pogróżki)
4) moje straty wynikłe z tego że musiałem wziąć inny droższy zakład (różnica w cenach)
5) moje straty na budowie wynikłe z opóźnień (zmiana cen materiałów, przesunięcia ekipy, itd)
6) moje straty wynikłe z opóźnień dodatkowy okres wynajmowania mieszkania
Na co sędzia Dred się zgodzi, a na co nie ciężko powiedzieć ale trzeba mu dać jakąś pożywkę aby czuł że pełni swe obowiązki jak należy. I znowu jak to Roman powiedział: “Spoko Toster, zbieraj powoli kwity i wszystkie dokumenty, podliczaj i nie śpiesz się”. Czasu na to mam min 2 lata max 10 (w zależności od umowy i czegoś tam jeszcze). Tak więc sami Państwo widzicie że zastosujemy standardową Dark Eldarską technikę defensywną (bez głupich komentarzy Eman…) i zobaczymy co z tego wyniknie.
Over & out.

Kup Pan Deche.

3 Comments »

May 28th, 2010 Posted 22:57

Dzisiaj ponarzekamy sobie na pana z tartaku, tartak się zowie Bomar i można do niego napisać na maila margus@margus.eu.pl. Otóż odradzam wszem i wobec współpracę ze wspomnianą firmą gdyż osoba go prowadząca jest totalnie niepoważna. Ale po kolei, cofnijmy się w czasie o około 5 tygodni. Zafrasowany Toster poszukiwał sobie tartaku który by mu wystrugał trochę dachu. Po kilkunastu telefonach okazało się że struganie kosztuje ~650 zl/m3. Jednakże była w tej średniej pewna anomalia zwana BOMAR, która oferowała 580 zl/m3. Po naradzie z budowlańcem podjąłem decyzje że wciągamy ich. Umówiłem się na podpisanie umowy i wziąłem ze sobą budowlańca żeby mieć wsparcie technologiczne. Pitu pitu z tartakowcem wszystko niby cacy, umowa podpisana tylko… Drewno za 4 tyg. na co mój budowlaniec że coś długo inne tartaki to robią w tydzień. Tamten coś tam popierdolił że ma dużo zleceń i coś tam że zupa słona, że potrzebuje zaliczki 30% na zakup drewna bo on ryzykuje straty itp. Ok niech będzie ta zaliczka kij mu w oko, ale budowlaniec na to że co będzie jeśli się pan nie wyrobi w terminie. Na co tamten że zgodnie z umową tak jak prawo przewiduje taka kara itd. Na co budowlaniec że w takim razie wpiszmy do umowy że jak nie będzie na czas to 10% od całości kary się należy. Tak sobie panowie pogadali i się rozeszliśmy (10% dopisaliśmy do umowy). Po drodze mój budowlaniec mi mówi że kojarzy kolesia i że są z nim problemy, że 3 lata temu u niego brali drewno i ogólnie miesiąc poślizgu. Dobra myślę pożyjemy zobaczymy. Mijają 4 tyg. zero odpowiedzi od tartaku, telefonów nie odbiera przez 3 dni, nie wiem czy mam ekipę ściągać na budowę czy co. Nastał dzień 4 ty kiedy próbuję się dodzwonić notabene poniedziałek kiedy to ciężarówa powinna się pojawić pod mym bunkrem. I co ? I wiadro, pan dzwoni że jego komórkę miał ktoś inny i nie wiedział że dzwoniłem, a więźby nie ma bo nie dowieźli mu drewna. To pytam: kiedy ? No na środę za tydzień. Spoko, ale coś mnie tknęło i za 2 dni dzwonie ponownie (środa) czy ma już drewno ? Nie nie, bo coś tam nie pamiętam co, ale zadzwoni powiedzieć co i jak. Mijają dwa dni jest piątek dzwonie do niego że miał zadzwonić i powiedzieć co i jak i o co kaman ? On na to że wciąż drzewa nie ma i że jedzie do nadleśnictwa bo coś tam. To mu mówię że jak na środę nie będzie to się żegnamy. Ok będzie będzie – tyle usłyszałem. Dzwonie w poniedziałek, dowiaduje się że gościu jest w nadleśnictwie i będzie wracać z drewnem i jak będzie w tartaku to zadzwoni. We wtorek nie odbierał (oczywiście też nie zadzwonił), jest środa dzwonie do kolesia. Na co on że spoko spoko będzie na sobotę, ale ja mu mówię że zgodnie z tym co mówiłem w piątek nie ma drewna to nara. Trochę się zmarszczył ale ok nic nie burknął tylko wspomniał że zaliczka jest w drewnie i może ją (i karę) oddać jak to sprzeda. Tak więc czekam aby zobaczyć kiedy wróci do mnie kasa. Tak oto zakończył się ten epizod. W międzyczasie zadzwoniłem do 2 giego tartaku, gościówa jak usłyszała ile czekałem na więźbę to jebnęła śmiechem. Powiedziała że więźbę będę miał na poniedziałek lub wtorek (dzwoniłem w środę). Cóż tak to już jest na świecie.