Okiem chorego programisty.

Blog Tostera

Archive for the ‘Co mnie boli’ Category

Władca piorunów.

1 Comment »

July 22nd, 2010 Posted 18:49

Dzisiaj będzie krótki post o władcy piorunów, tym tajnym pseudonimem ochrzciłem pana elektryka z wiochy, w której budujemy sobie nasz własny ciasny bunkier. Otóż jak zapewne się drogi czytelniku domyślasz władca piorunów jak przystało na postać mistyczną ma jakieś zajebiste skille. Do nich zalicza się: “wyczucie frajera”, “rewersja czasu”, “prawdomówność oczywista” oraz “zachodzenie od dupsztyla”. Ale po kolei, jakiś czas temu na naszą kochaną budowę trafił dzidzia który zauważył że się budujemy, a że on jest zajebistym i tanim elektrykiem to chętnie dla nas wykona instalację. Wstępnie dziadek opowiedział nam trochę historii swojego życia kim to nie był, czego nie robił i co nie osiągnął. Spoko jako niezwykle spokojna i wyrozumiała osoba przekierowałem strumień od dziadka do /dev/nulla i już, niech sobie pogada ważna cena. Ok dziadek w końcu uzewnętrznił się 15zl/punkt. Wow, prawdziwy heros cena zajebista mówimy do dziadka: “spoko ziom z ciebie wciągamy cię nosem”. Pomazialiśmy po bunkrze co gdzie byśmy chcieli (światła, wyłączniki itd) i się rozstaliśmy. Wprawny gracz od razu wyczuje że zastosowano na nas “wyczucie frajera”, ponieważ oceniając na oko można rzec że dziadek ma coś kolo 65-70 levela potraktował nas od razu “tetryczną gadką” która miała nas zmiękczyć i podbić mu atrybut autorytet. Spoko niby wszyscy szczęśliwi ale jeden z moich podprogramów nie był zbyt happy, nie wiadomo czemu co i jak, ale jakoś mi dziadek nie pasił, nic to mówię cena jest ok. Sumarycznie policzyliśmy koło 140 punktów co dawało kolo 7k cene, dziadek pomlaskał że trzeba liczyć 10k bo zawsze coś, a tak będzie bezpieczny zapas. Mija czas i tak dalej, jest piątek 2 tyg temu. Spotykamy dziada na budowie aby dogadać co i jak i podpisać umowę. Dziadzia przychodzi i pyta czy mamy umowę ? WTF ? Jak my, w końcu on jest wykonawcą. Ale nic się nie odzywam dogadujemy szczegóły. Nagle dziadek mówi: “ok to tak jak się umówiliśmy 20zl punkt i wchodzę w pon.” Eeee ? Mówię że było 15 to skąd to 20 ? Na co dostaje odpowiedź pewniaka, że to niemożliwe on zawsze daje 20zł bo inaczej się nie kalkuluje i na pewno tak powiedział. Oczywiste stało się że nastąpiła próba użycia skilli “rewersja czasu” oraz “prawdomówności oczywistej”, niestety kurde Toster ma nieźle nabity atrybut “pamięć” oraz nie najgorszy atrybut “inteligencja”, tak więc wyszły mi rzuty obronne i wiem że mnie chce ktoś wydymać. (W domu użyłem potężnego artefaktu “notatnik” w którym zapisuje sobie ustalenia, tak więc wiedziałem że się nie pomyliłem). Dobra ciągnę dalej negocjację i pytam ile to sumarycznie będzie. Na co dziadek że punkt świetlny to nie jest przełącznik/miejsce na światło tylko liczba skręconych kostek, tak więc w puszce z kontaktem mogą być 1, 2 lub 3 punkty w zależności od czegoś tam. Tak więc cena z 15 zł/włącznik lub światełko nagle zmieniła się w cenę od 20 do 60 zł… Co więcej, po tym jak już zostanie wszystko otynkowane, to za skromne 5 zł za kontakt zostaną nam zamontowane włączniki. Madafaka, ale ale, to jest robocizna… bo kable i cała resztę to trzeba kupić, i on może to kupić tylko damy mu kasę i on już wszystko załatwi. Tak tak, to dobrze myślicie, to jest właśnie side effect użycia zakazanego skila “zachodzenie od dupsztyla”, jeśli w tym momencie nie pójdą rzuty to jest kaplica. Bo ten skill jest wstępem do nekromantycznego comba: “zachodzenie od dupsztyla”, “wyssanie frajera” połączone z “ostrym rżnięciem od tyłu”. Mi rzuty poszły więc mówię, “spoko, a ile to kosztuje” na co dziadek że on ma zajebiste zniżki i lepiej aby on brał materiał (ale ja też mogę jak chcę tylko nie dostane takich zniżek). On wszystko kupi, zrobi, ja zapłacę ale, materiał dostane po cenach hurtowni, a nie tych z jego zniżką, bo różnicę od ceny dla śmiertelnika, a ceny dla władcy piorunów zgadnijcie kto bierze ? Myślę sobie “kurwa, zajebisty deal, gościu mnie zachęca abym dał mu kasę za robotę, oraz na materiał żeby jeszcze mógł zarobić na materiale, a zachętą dla mnie jest …”. No właśnie kurde co ? Uśmiech z 2ma zębami ? Czy jak ? Wole dać zarobić gościowi w hurtowni niż jemu, bo dla mnie cena taka sama o on i tak bierze kasę za robociznę. A jak zrobię duże zamówienie to może dostanę z 10% upustu. Dobra mówię: “Ile sumarycznie, bo nie wiem ile kasy odłożyć”. Dziadek z uśmiechem, że on nie chce mnie naciągać itd, wszystko jasno i przejrzyście ale trzeba liczyć 10-14k. No ja jebie nagle cena wzrosła o 40%, bo jak pokazuje doświadczenie dziwnym trafem wszystkie moje zakupy zawsze kończyły w okolicach granicy szacowanej ceny. Nic to w zeszłym tygodniu pogadaliśmy z inną firmą poleconą przez naszego budowlańca. Ostateczna wycena 8.5k + 1.1k podłączenie do źródła mocy itd. sumarycznie wliczając zapas, naddatek itp itd powinno się to zamknąć w 11k z umową i fakturami na wszystko. W sobotę podpisuję umowy zobaczymy jak to wyjdzie.

Nieheblowana decha.

2 Comments »

July 9th, 2010 Posted 20:00

Post związany z tartakiem Bomar i współpracą z nimi. Zgodnie z moimi przewidywaniami prośba o zwrot zaliczki oraz kary została olana ciepłym moczem. Zupełnie mi wyleciało z głowy aby to sprawdzić i już 2 tygodnie temu minął termin kiedy to kasa powinna wrócić. Otóż nie wróciła więc przechodzimy płynnie do kroku 3, czyli…… ponowienie prośby. Cóż Polska ma bardzo miłe prawo, a ja jako miły Polak przestrzegam tegoż prawa. Tak więc powiększyłem kwotę, o ustawowe odsetki (dla zainteresowanych reguluje to Rozporządzenie Rady Ministrów Dz.U. nr 220, poz. 1434 i w chwili obecnej wynosi to 13%) i wyślę w poniedziałek nową pogróżkę. Tym razem deadline 1 tydzien + 1 tydzień dla poczty. Później się zobaczy, w międzyczasie proponuje konkurs/sondę. Kto sądzi że kasa wróci, a kto uważa że znowu zostanę zlany ?

Kup pand dechę strikes back.

4 Comments »

June 17th, 2010 Posted 08:46

Wczoraj oczywiście minął termin kiedy to nasz specjalista z tartaku miał oddać kabone. Jak zapewne się spodziewacie nic do mnie nie wróciło no bo i po co ? Tak więc zacząłem wdrażać plan alfa-czarli-6-k8. Czyli wzięcie jakiegoś młotka i jebniecie panu, w sensie metaforycznym oczywiście gdyż jestem osobą miłującą pokój i harmonię. W pierwszej fazie zadzwoniłem sobie do różnych rzeczników konsumenta, izby handlowej i kumpla Romana którego to pozdrawiam, a przy okazji zareklamuje kancelarię w której pracuje można ją znaleźć tutaj. I teraz już wiemy że dałem trochę dupy, ale nie jakoś strasznie. Tak więc po kolei, trzeba napisać ładne pismo w którym to piszemy do Pana że zlał nas strasznie w związku z czym jesteśmy strasznie wzburzeni i wypowiadamy mu umowę, a on ma oddać zaliczkę + karę. Pismo to wielkiej mocy upychamy do koperty, i wysyłamy turbo poleconym listem, z pingiem zwrotnym odebrania do danego Pana. W piśmie piszemy że na 2 tyg. na to albo będzie źle. Jak nas Pan zleje. To robimy mu ponowną notyfikację, tym razem dajemy mu tydzień. Czyli doliczając do tego latencję poczty w pesymistycznym wariancie (czyli takim jaki jest typowy dla programistów) będziemy się z tym jebać (2 + 1) + (1 + 1) = 5 tygodni, chujnia no ale cóż… Jeśli ten Pan w ciągu 5 tygodni nie wyskoczy z kabony to możemy jebnąć mu orbital strike w postaci sądu oraz nasłać na niego inkwizycję w postaci Krajowego Rejestru Długów. Zarówno rzecznik konsumenta jak i Izba Handlowa mogą mu skoczyć bo ich jedyne uprawnienia to możliwość mediacji… Cóż więc jeśli zostanie nam sąd to nie ma tragedii bo musimy zapłacić 5% tego o ile się ubiegamy od kolesia i zakładamy sprawę. W oparciu o umowę oraz nasze pogróżki o których wspomniałem wcześniej sąd może powiedzieć: “Ja jebie Toster, ale cie koleś dymał… Ale nie bój żaby, ja super sędzia Dred ukarzę tego złoczyńce i zajebie mu karę”. Jak już przyjdzie do sądu to oczywiście można sięgnąć po środki dodatkowe poza umową i zgodnie z tym co mi Roman zaimputował możemy ponarzekać jaki to ja skrzywdzony byłem, czyli:
1) zwrot zaliczki
2) kara z umowy
3) odsetki ustawowe od kary (liczone od końca terminu z pierwszej pogróżki)
4) moje straty wynikłe z tego że musiałem wziąć inny droższy zakład (różnica w cenach)
5) moje straty na budowie wynikłe z opóźnień (zmiana cen materiałów, przesunięcia ekipy, itd)
6) moje straty wynikłe z opóźnień dodatkowy okres wynajmowania mieszkania
Na co sędzia Dred się zgodzi, a na co nie ciężko powiedzieć ale trzeba mu dać jakąś pożywkę aby czuł że pełni swe obowiązki jak należy. I znowu jak to Roman powiedział: “Spoko Toster, zbieraj powoli kwity i wszystkie dokumenty, podliczaj i nie śpiesz się”. Czasu na to mam min 2 lata max 10 (w zależności od umowy i czegoś tam jeszcze). Tak więc sami Państwo widzicie że zastosujemy standardową Dark Eldarską technikę defensywną (bez głupich komentarzy Eman…) i zobaczymy co z tego wyniknie.
Over & out.

Urzędy i urzędnicy.

No Comments »

April 30th, 2010 Posted 13:20

Co prawda Olka molestuje mnie abym napisał coś o bankach i zmaganiach z domem ale jakoś nie mogę się do tego zebrać, więc dzisiaj będzie o molestowaniu i innych tego typu rzeczach. Do posta natchnęła mnie poranna rozmowa w Radiu Wrocław w której to było podsumowanie 4 letniego procesu (jak to w Polsce) który wytoczyła Kierowniczka (chyba) oddziału pomocy społecznej Wójtowi (chyba Ciepłowodów albo Cieplic jakaś durna taka nazwa) i jego kilku współpracownikom. W wielkim skrócie zostali oni winni i sąd przyznał wypłatę 36 k złociszy odszkodowania wspomnianej wcześniej kierowniczce. Niby wszystko ok, ale to co mnie bardziej zdziwiło to kto ma to zapłacić. Otóż kara ta zostanie opłacona z podatków (budżet gminy), a nie z kieszeni skazanych. Ma to jakiś tam związek z zapisami w prawie, nie znam szczegółów wiec opieram się na tym co w radiu powiedzieli. Zawsze byłem przekonany że sprawę w takim wypadku toczy się przeciw konkretnej osobie, a nie urzędowi który ona piastuje ale jak widać byłem w błędzie. Ale prawdziwy hit jest zupełnie inny, reporter udał się na pogawędkę z Wójtem i z rozmowy wynika wprost że:
1) Osobnik nie poczuwa się do winy, i nie dostrzega że coś jest nie ten teges.
2) Na pytanie reportera czy w świetle orzeczenia sądu i przedstawionych dowodów ma zamiar przeprosić Kierowniczkę, odpowiedź była krótka: “NIE”.
Reasumując gościu poza 10 min w eterze i “sławie” nie poniósł (chyba) żadnych konsekwencji. Przypomina mi się nasz kochany Andrzej Lepper który mimo posiadania kilku wyroków, i łamania zasad zawieszenia wyroku do dzisiaj skika radośnie na wolności. Co więcej wydaje mi się że ktoś wspominał że startuje wręcz na prezydenta…. Koło A.L. przewija się również “sex afera” czyli pokrewne mobingowo/molestujące tematy. Ciekawi mnie czy nasze społeczeństwo nie postrzega molestowania jako czegoś lajtowego ? Ciekawi mnie jak wspomnianych ludzi (Wójta i AL) postrzegają współpracownicy ? Czy myślą o nich: Co za świnie, albo co za chuje ? Czy raczej: nic się nie stało, może trochę przesadził. A może Polacy lubią być mobbingowani albo molestowani bo wtedy w pracy jest adrenalina… coś się dzieje.

Nie możność zrozumienia.

3 Comments »

April 14th, 2010 Posted 23:15

Dla odmiany mógłbym zacząć post od stwierdzenia, że jestem zbulwersowany. Niestety naga prawda wygląda tak że w gruncie rzeczy mam to w dupie, taki już ze mnie aspołeczny dziad. Jak się zapewne czytelniku domyślasz będę pisał o sprawie będącej obecnie na topie, mianowicie o żałobie. Ogólnie cała ta “szopka” (jakoś nie mogę znaleźć lepszego określenia) jest dla mnie całkiem fascynująca. Nie będę ukrywał, nie lubiłem Kaczki, jego brata i partii również i zupełnie nic się w tej kwestii nie zmieniło. Gdy w sobotę nastąpiła katastrofa smacznie sobie spałem, gdy się obudziłem i się o tym dowiedziałem, mój spokój ducha był nienaruszony niczym konstelacja Oriona na nocnym niebie. Nie drgnęła mi nawet powieka. Wydaje mi się wręcz że jestem wyprany emocjonalno-społecznie z uczuć, katastrofy, wypadki, itd. nie wywołują u mnie żadnego poruszenia, refleksji ani nic w ten deseń. Są dla mnie suchymi faktami, które przyjmuje do wiadomości i przechodzę nad nimi do innych spraw. Pewnie duży wpływ na moją postawę ma fakt, że ni jak nie mam na nie wpływu oraz nie mają one bezpośrednio wpływu na mnie, co sumarycznie nadaje im priorytet = 0 w moim systemie wartości. Dlatego tak bardzo fascynowała mnie reakcja mediów. TVP1/2 zaatakowało reporterami/reporterkami w czarnych wdziankach, o tak płaczliwych i idiotycznych zachowaniach, że aż mnie na wymioty brało. Spoko była tragedia, ale do cholery spodziewam się profesjonalizmu od gości którzy biorą pewnie niezłą kabone za prace w TV. Oczekiwałbym osoby poważnej, mówiącej z opanowaniem i pewnością siebie, a nie jakiejś baby na granicy paniki/depresji. Fuck, skoro dana prezenterka jest w takim stanie psychicznym to wypieprza się ją do kuchni, a na wizję wstawia się kogoś kto coś sobą reprezentuje. Z drugiej strony jest dla mnie niepojęte aby śmierć 100 osób których się nie znało osobiście, nie miało się z nimi kontaku f2f, a większości przypadków nie znało się ich w ogóle wywołało u mnie mega depresję (przy założeniu że nie jest się świadkiem naocznym) . Dobra kij z tym, załóżmy że wszyscy reporterzy którzy występowali mieli jakiś powód na takie zachowanie, ale kurwa pytania jakie szły do ich rozmówców mnie rozjebały niczym granat odłamkowy, np.: Baba gada z jakimś typem (nie pamiętam kim) i pyta: I jak my teraz będziemy żyć ? Gościa (i mnie obok TV) ścięło. Kurwa no jak ? No ja jebie, dokładnie tak samo jak wczoraj i 1 rok temu. Jak do cholery wiedza o tym że pan Szmajdziński czy Kaczyński żyje lub nie wpływa na moje codzienne życie ? Ni jak. Inne pytanie które mi utkwiło w pamięci: I co my teraz zrobimy ? Fuck, proponuje się powiesić. Po to są tony procedur, milion zastępców/pomocników/asystentów aby w wypadku takim jak właśnie doświadczyliśmy przejęli oni kontrolę nad państwem. Kurwa co to by było jakby na wojnie przez przypadek zginął pułkownik ? Wszyscy o stopniach poniżej jego mają się poddać ? Czy o co chodzi ? Ogólnie jak to zauważyło wielu w necie, ciągle się na Kaczce psy wieszało, ale jak zginął to nagle wszyscy wiją się w płaczu i łzach że odszedł. Kurwa trochę godności ludzie, nie lubiłem go, zginął trudno, świat idzie dalej uczcijmy go minutą ciszy (czy tygodniową żałobą, ok) ale nie twórzmy tutaj narodowej histerii na pokaz. Jestem gotowy założyć się o skrzynkę browara, że za 1/2 roku 90% żałobników nie będzie potrafiło podać daty kiedy miała miejsce ta katastrofa. Jak w radiu usłyszałem głos dziecka z podstawówki, które mówi jaka to tragedia i jak ono płakało to mi się na płacz zbiera… Mógłbym również powiedzieć że mi wisi, (bo mi wisi) ale jak usłyszałem że nasz były prezydent ma trafić do “krypty królów” na Wawel to mi czułki opadły. Niech mi ktoś powie na czym polegały jego mega zasługi dla Polski ? Co zrobił takiego wybitnego w porównaniu do Kwacha albo Wałęsy, że nagle wywindowaliśmy go na turbo bohatera Polski ? Ja tego nie wiem, ale biorąc pod uwagę że jestem ignorantem politycznym może ktoś mi naświetli ten problem tak abym mógł go zrozumieć…. Reasumując, bardzo wielu nie wiedząc zupełnie nic o garstce ludzi popadło w depresję której przyczyn zrozumieć nie potrafię.

Kup pan elektrona.

No Comments »

March 9th, 2010 Posted 00:21

W dniu dzisiejszym opowiem ci drogi czytelniku jak załatwia się prąd w XXI wieku w państwie Polska w okolicach Wrocławia. Otóż osoby zorientowane wiedzą że się buduję, osoby dobrze zorientowane wiedzą że posiadam działkę oraz w odległości 2m od jej granic stoi poważny słup betonowy wyposażony w metalowe farfocle zwane kablami. W kablach wspomnianych hasają radośnie elektrony z napięciem 230 V. Problem polega na tym aby te elektrony przechasać przez licznik i dalej na moją posesję do wszelakich spragnionych tych elektronów mechanizmów. W celu rozwiązania tego problemu w zeszłym roku napisaliśmy do energetyki grupa Tauron list z prośbą o przyłączenie. Spoko lajt, listami wymieniliśmy się z kimś tam u nich z 2-3 razy umowy i takie tam. Po jakimś czasie dzwonimy i pani mówi że były jakieś tam burze (co pół dolnośląskiego zamieniły w elektryczne zgliszcza) i że wszystkie grupy uderzeniowe w terenie, więc czas do dostarczenia nam skrzynki na elektrony to kolo 4 mc. Spoko cofnijmy się w czasie o 2 tyg. od dzisiaj. Mamy późny luty, dzwonie do energetyki (a właściwie to Aśka dzwoni ale detal). Pani informuje że koniec kwietnia kończy się przetarg na firmy które będą podłączać nowych odbiorców, musieli ogłosić przetarg bo za dużo roboty było. Ale to dopiero połowa sukcesu…. bo jest tak dużo zgłoszeń że jak ten przetarg ktoś wygra to dopiero zacznie wykonywać zlecenia i to może potrwać do września…. Dla niewtajemniczonych mam zamiar zakończyć budowę koło maja-czerwca więc śmiało niczym marins mogę przynieść na plecach reaktor fuzyjny aby zasilić swój bunkier. W umowie jaką podpisałem z naszą zajebistą energetyką jest czas na realizację zlecenia, teraz uwaga: 11 mc. Po tym czasie zgodnie z wyjaśnieniami pana z Urzędu Nadzoru Energetyki (czy jakoś tak), mogę wystąpić ze sprawą cywilną do sądu, a że w umowie mam napisane że za każdy dzień zwłoki jest jakiś tam % od wartości to po przeliczeniu okazało się że każdy dzień zwłoki kosztuje energetykę uwaga….. 1 zł. Czyli opóźnienie o rok kosztuje ich 360 zł ihaaaaaaaaaaaaaa. Ale teraz najlepsza część, kumpel mówi że podobny problem miała jego siora, i pogadała z jakimś tam technikiem z energii i co ? No i po godzinach na umowę zlecenie płatne jak to umowa zlecenie całość dało się zrobić w 1 dzień. To samo odnośnie gazu opowiadał mi Misiu jak byliśmy u niego na grillu. No bo jak ci biedni energetycy/gazownicy mają się wyrobić ze swoją pracą skoro tyle zleceń robią. Cóż ja mam jak zawsze zajebiście proste rozwiązanie:
1. W umowie pracownika zapis o niemożliwości pracy u konkurencji oraz wykonywania zleceń pokrywających się z obowiązkami zawodowymi.
2. Uzależnienie płacy od liczby wykonany instalacji, ciężkie ? Otóż nie, handlowcy mają zazwyczaj właśnie takie umowy. Co więcej skoro jest tak dużo zleceń że trzeba wynajmować zewnętrzne firmy do pracy to jest morze gotówki do zgarnięcia, obrotni pracownicy nieźle by zarobili.
Na tym kończę, niebawem napisze to czego nie pisze Kredyt Bank o zaciąganiu kredytów ;) (jak nie zapomnę).

Terapia.

No Comments »

March 2nd, 2010 Posted 20:59

Kurde mam zamiar sobie zaaplikować właśnie terapie przez narzekanie. Otóż wszystko zaczęło się jakoś na początku tego jebanego tygodnia i ułożyło się w piękne combo, które wkurwia mnie niemiłosiernie, a jest dopiero połowa tego zjebanego tygodnia. Ale po kolei, oczywiście zdechł mi windows (RC), nic to instaluje sobie nowego, ni chu chu nie chce sie jebaniec aktywowac. Ok mówie, załatwie cię jutro (czyli dzisiaj). Wstaje rano i patrze jaki piękny dzień, wsiadam z Aśką do żaby i jedziemy do roboty. Dzisiaj mamy rozmawiać z gościem od budowy chaty więc nie biorę sprzętu na siatkówke. Godzina 7.34 wgryzam się w robocie w bezbronną kanapkę i…. jeb, trafiam jakies twarde kurestwo, niestety w mojej szczęce nie ma czujnika oporu (zresztą mój układ sterowania i tak ma to w dupie) no to pełen ścisk tego co w chleb nam piekarze wkompilowali, i jeb x2, 1/3 mojej szóstki prawej dolnej rozpada się z głośnym trach. Kuuurrwwaaa, na szczęście ząb martwy więc nie napierdala jak głupi. Nic to dodzwoniłem się koło 14 do mojej stomatolożki i jutro mnie koło 9 naprawi. Ok, wracam do chaty załatwiam co mam załatwić, czas na windowsa. Powtarzam kroki wczorajsze oczywiście bez efektu, nic to zamieszałem w biosie, restart z cd’ka i wchodzimy do reinstalacji. Stoje na oknie partycji, no to starą partycje jeb formatem. Ok. Daje instaluj, a windows: soryy, ale nie wiem co ty do mnie mówisz. Na wszelakie sposoby go zmuszam, z kasowaniem, partycji, bez kasowania itd. Zero współpracy, jebany terrorysta. Ogólnie partycji 5 ale małe zgliszcza z głównej zostały, ani zabootować ani nic. Kurwa, nic to do biosa, zamieszałem i odpaliłem makówke (jak widać zresztą), po drodze pan od budowy zadzwonił że nie przyjedzie więc mogłem iść na siatke, nic to. Obecnie zgrywam co ważniejsze rzeczy na pena i sięgnę po broń większego kalibru, rozjebie ten dysk (a właściwie to dane) w drobne, spale, porąmie, wkompresuje w inny wymiar, złapie zjebanego windowsa 7 i zmusze go aby się zainstalował i błagał o litość. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że kasa na tego zjebanego zęba miała być przeznaczona na akcję w piątek pod tytułem Tequila party u Bastarda. Ale nic to, opanujemy pożar soon.

Posted in Co mnie boli

Samobójcy i konkurs.

No Comments »

February 22nd, 2010 Posted 08:47

Kabanos i Łysy byli dobrze znani na pobliskim osiedlu. Każdy z nich miał koło 180 cm wzrostu, 45cm w bicepsie i ważył dobrze ponad 90 kg. Nie byli oni żadnym wyzwaniem dla pędzącej z prędkością 72 km/h żaby która wliczając tostera i trochę śmiecia pokładowego ważyła ponad tonę. W tym cewlu Kabanos wpadł na pomysł wyrównania szans w nierównej potyczce, dlatego też ubrali się nasi bohaterowie na czrno i staneli koło drzewa na średnio oświetlonym odcinku trawnika oddzielającego 2 podwójne pasy na ruchliwej zazwyczaj ulicy. Gdy żaba zbliżyła się do nich na 10-20 m rozpoczeli desant na drugą stronę ulicy. Widząc dwa cele komputer pokładowy żaby podjął decyzję zwiększenia prędkości do 120 km/h aby zaoszczędzić dwójce idiotów długotrwałej i bolesnej wegetacji w szpitalu.
Tak moi drodzy może wyglądać dzień każdego kierowcy z rana, kiedy to pojeby śpiesząc się na autobus myślą że są zajebiście dobrze widzialni (w końcu oni widzą samochód, może światło z reflektorów im pomaga go zobaczyć, niestety sami nie posiadają oświetlenia). Inna sprawa że jak już się zbieracie drodzy czytelnicy do sprintu przez ulicę to róbcie to do cholery chociaż w pobliżu pasów dla pieszych. Dlaczego ? Bo jak jedzie się po szerokiej ulicy (z barierką pośrodku) to człowiek nie skupia się na wyszukiwaniu potęcjalnych celów na poboczach. Inna sprawa że popularne moro/panterka nie przez przypadek jest używane przez wojskowych jako strój KAMUFLUJĄCY, i możecie mi wierzyć lub nie ale kurwa nie widać was pojeby jedne na tle naszej zajebistej zabudowy miejskiej.
Dobra ponarzekałem sobie to teraz czas na konkurs (nie, nie będę ogłaszał konkursu na rozwalenie jak największej liczby debili-samobójców), dzisiaj konkurs ogłosił wydział dróg i czegoś tam jeszcze. Konkurs ten trwa od kilku tygodni i nazywa się: Połącz dziury. Na czym polega ? Otóż każdy kierowca ma za zadanie poprowadzić tak samochód aby jego mokre koła wyrysowały na jezdni linię która łączy ze sobą jak największa liczbę dziur, które to (dziury) drogowcy porozmieszczali na ulicach psiego pola. Ostatnio chciałem policzyć ile tych niespodzianek jest na odcinku okolo 500m ale kurde okazało się że mój wzrok jest za wolny a jednostka obliczeniowa nie daje rady. Ale spoko, spoko postaram się nagrać filmik bo wojskowi mogliby się uczyć jak bombardować drogi. Na tym kończę ten przekaz nadprogowy, wasz kochający inaczej Toster :P

Drogowcy.

No Comments »

February 9th, 2010 Posted 00:26

W dniu dzisiejszym poczułem chęć napisania o drogowcach. To że mamy zimę chyba nikogo nie dziwi (w końcu nazwy samych miesięcy o tym świadczą (chociaż nigdy nie wiem czemu, bo nie kojarzą mi się te słowa zupełnie z niczym)). Ale do tematu. Dla odmiany (i w kontraście) do wszystkich znanych mi mediów nie mam zamiaru jechać po drogowcach. A to dlaczego ? (mógłby ktoś zapytać gdyby stał koło mnie, ale nie stoi… ale z drugiej strony usłyszałem to niewypowiedziane pytanie i czuje się zobligowany na nie odpowiedzieć). Tak więc niestety 2 gie zdanie które napisałem na początku nie do końca jest prawdziwe, bo jadąc sobie żabą po jezdniach miasta mojego (?) pięknego (?) widzę wielu debili którzy nie dostrzegają zimy. Znaczy mówiąc wprost dostrzegają ją na parkingach gdy się zakopią, albo gdy dzwonią do radia i płaczą że “ojej drogi są białe i ojej”. Ale jak już wyjadą na tą drogę to 70-90 km na białej 2 pasmówce to norma (w końcu założyłem opony zimowe !). No i wracamy (znowu ?) do początku, wszyscy biadolą że drogowcy to cipy. Żeby było śmieszniej to jeszcze płaczą że droga nie jest czarna mokra… Powiem tak, poza miasto nie wyjeżdżałem więc nie wiem i tamtych drogowców oceniać nie będę, ale we wrocku wydaje mi się że wszystko jest ok. Trzeba być idiotą żeby wymagać drogi czarnej-mokrej gdy śnieg tak napieprza że na 20 metrów nic nie widać… a takie głosy słyszałem na antenie. Inny przykład: drogowcy nic nie robią, śnieg pada a droga biała, nie widziałem pługu… Kurde jak jest na miasto 100 pługów i każdy ma do obsługi ileś kilometrów to ciężko aby większość cieci która jedzie raptem 1-2 km widziała pług. Inna sprawa że jak jadą w korku to też ciężko aby widzieli ten pług który jest pewnie 20 samochodów z przodu. Jeśli wszystkie niedowiarki jednak dalej uważają że drogowcy nic nie robią to zapraszam na podwórko, nie jeżdżą po nim pługi (w sumie logiczne bo jest tam plac zabaw), i można zobaczyć jak wygląda kawałek terenu nie odśnieżany. Zapewniam że różnice widać na pierwszy rzut oka. Inna sprawa że duża część dróg osiedlowych nie była objęta działaniami naszych rączych służb, i płacze wszystkich szły pod niebiosa. Kurde jak to możliwe że biedny pan Zenek nie mógł wyjechać na swoich zajebistych oponach zimowych spod bloku, a po tej “nie odśnieżanej” dwu pasmówce to popierdalał 90 na godzinę ? Zapewne zawdzięcza to zajebistym spojlerom które ma w swojej sportowej corsie, a jak każdy fan F1 wiemy że spojlery nie działają jak nie ma odpowiedniej prędkości, więc ni jak nie mogły pomóc panu Zenkowi pod blokiem.
Reasumując zacytuje pana który wypowiadał się w imieniu służb porządkowych: “My nie walczymy z zimą, my łagodzimy jej skutki.” (…) “Nie wymyślono jeszcze sprzętu który pozwala łapać śnieg w powietrzu, zanim ten spadnie na drogę”. Dobra starczy bo późno już :P

Tolerancja.

11 Comments »

January 25th, 2010 Posted 20:00

O tolerancji gada się ciągle (ja chyba też kiedyś coś tam nabazgrałem, ale jakoś nie chce mi się przegrzebywać archiwum ;) ), i ciągle się dowiadujemy że trzeba być tolerancyjnym. I tu pojawia się moje pytanie: Dlaczego ? No bo w końcu skoro każde mi się być tolerancyjnym znaczy znosić rzeczy które jakoś mi się nie podobają, a w imię wspomnianej tolerancji znosić je powinienem to fajnie by było gdybym zrozumiał dlaczego mam być tolerancyjny ? W sumie rzeczy, które powinniśmy tolerować jest w pytę, kilka przykładów które są na topie i utkwiły w mej mózgownicy:
- religie
- homoseksualistów
Idźmy po kolei, czyli religia. Załóżmy że jesteśmy wyznania X, i mieszkamy sobie gdzieś tam, obok nas jest gościu który wyznaje religię Y. Ponieważ jestem zajebiście oświecony (albo jestem strasznym durniem) poznałem jego religię (albo tak mi się wydaje) i doszedłem do wniosku że nie tylko nie chcę się na nią nawrócić ale wręcz uważam kolesia (i innych wyznawców) za niebezpiecznych fanatyków i zrywam z nimi wszelakie kontakty. Mogę ? Mogę, tylko jestem nie tolerancyjny bo ….. (nie wiem co) bo tak i już, nie chcę go znać i nie chcę aby moje dzieci bawiły się z ich dziećmi bo uważam że krzywi im to psyche. Nie nawołuje do krucjaty czy innych tego typu akcji, po prostu mówię że nie chcę tolerować innowierców na swojej ziemi, mogą sobie przyjeżdżać jako turyści, mogą się osiedlić w domku obok, ale nie chuja nie mogą postawić mi swojego kościoła w moim Państwie, dlaczego ? Bo w moim państwie jest 96% ludzi którzy wierzą w świętą marchewkę i nie tolerują kultu świętego pora. Więcej powodów nie potrzebuję. Obrażą się na mnie ? Pech, mają swoje państwo niech tam robią to co im się podoba. Jeśli chcą żyć wśród nas, niech stosują się do naszych norm a nie my do ich.
Idźmy dalej Homoseksualiści, dlaczego mam ich tolerować (w znaczeniu dlaczego mam im poszerzać uprawnienia i uważać za normalnych ?). Nie każe ich kastrować czy wysyłać gdzieś tam, niech sobie żyją u nas jak u nas się urodzili. Ale to że posuwają się w dupsko mnie jakoś nie kręci, nie kręci mnie aby mogli adoptować dzieci i nie kręci mnie ciągłe słuchanie o prawach mniejszości. Nie kręci mnie również słuchanie o związkach partnerskich i innych tego typu ruchach. Są inni ok, ale nie rozumiem dlaczego wymaga się ode mnie ich akceptacji ? Uważam że są odrażający i nie mam zamiaru ich tolerować, jestem homofobem (albo kimś tam) ? Może i jestem, i co ? Jestem zły bo nie przygarniam wszystkich których nie lubię ? Powinienem do nich się uśmiechać i mówić: “spoko jest ql” ? Nie, nie lubię ich i nie chce tolerować i nie będę.
Ogólnie jak to w moich postach bywa czas na wątpliwą generalizację. Tolerancja którą się w nas tłoczy w imię lepszego jutra (czy czego tam) chyba zabija społeczeństwa. Bo zaczynamy wszystko traktować jako normalne, jako dozwolone, mieszczące się w ramach tolerancji, itd. Zatraca się swoją “tożsamość” chęć budowania grup które do czegoś dążą i czymś się wyróżniają. Jeśli wszystko się toleruję to nie ma o co walczyć, bo nie można dyskryminować innych którzy by tego nie chcieli, albo by też chcieli tylko inaczej. No i świat się robi płaski i głupi, czyżbyśmy wchodzili w erę upadku Eldarów ? Z drugiej strony no Slaanesh no fun…

PS.
Zauważyliście za zacząłem tagować posty ? Youupiii :P