Archive for the ‘Świat i okolice’ Category
Altruizm.
August 30th, 2010 Posted 19:14
Na początek chciałbym zaznaczyć że przez fakt że u Olki nie pojawiała się żadna ikonka mojego bloga poczułem się urażony i takową stworzyłem. Tak więc spostrzegawczy obserwator zauważył tą zmianę z której jestem zajebiście szczęśliwutki tra la la la…
Oczywiście wspomniana zmiana nie jest tematem dzisiejszego posta o czym zapewne domyślili się już wszyscy (albo i nie bo stwierdziłem że nazwy postów w moim blogu za dużo nie mówią o czym będzie reszta.). Ale nie przedłużając dzisiaj będzie rozważanie Tostera na temat altruizmu…. A było to tak…
Siedzę sobie (albo stoję… już nie pamiętam) w autobusie i żuje mentalnie kanapkę (bo ta prawdziwa czeka spokojnie w plecaku). I tak ni z tego ni z owego wyskakuje mi na szczyt stosu decyzyjnego słowo altruizm. Hmm… podejrzana sprawa – stwierdził ośrodek decyzyjny – skąd się to to wzięło ? Ośrodek decyzyjny pokopał w archiwum i się okazało że ostatnio coś tam Jehowy o tym wspominał. No to z braku laku, moje CPU wzięło się za ten biedny altruizm. I tak się zastanawia: Czy współczesny człowiek jest zdolny do altruizmu ? Hmmm… Niby tak. Ale z drugiej strony to niby dlaczego miałby być ? (przed chwilą zinwigilowałem wiki i w sumie ciekawie o tym piszą warto czytnąć) Ale wracając do tematu. Co prawda w autobusie nie wiedziałem tego co wiem teraz po wiki, ale założyłem że altruizm jest typowy dla ludzi bo mają oni odpowiednio duży sagan (zwany czasami mózgiem). No to sobie tak myślę: Skoro nasza mózgownica działa często na zasadzie odtwarzania jakiś wzorców to czy aby nasz altruizm nie jest obecnie odruchem/wzorcem ? Co gorsza może to jest wzorzec wyuczony przez media, religię, szeroko rozumiane wychowanie ? No bo ciągle się słyszy o pomocy, o tym że trzeba być dobrym pomagać innym itp itd. To może tak naprawdę nie ma u nas tego co zwie się altruizmem tylko po prostu bezwiednie odtwarzamy pompowany w nas zewsząd wzorzec ?
Na tym moje rozważania się skończyły bo dotarłem do przystanku i musiałem się skupić na wyborze chleba w piekarni, a następnie dotarłem do swojej tajnej nory i wpieprzyłem kanapkę.
Ni mniejszym zapraszam do dyskusji, może uda się pobić rekord 11 komentarzy
Tags: osądy, religie, rozkminy, społeczeństwo
Posted in Filozofia lvl 4, Świat i okolice
Świadkowie kontratakują
August 25th, 2010 Posted 22:02
Dzisiaj (znaczy wczoraj) znowu trafiłem na pana Jehowego, i nawet zaczęliśmy jakąś polemikę niestety czasu nie było i nic z tego nie wynikło. Ogólnie jednak spotkanie to utwierdziło mnie w przekonaniu że powinienem przeczytać sobie Biblię aby mieć jakiś punkt zaczepienia bo wyrywkowych wędrówek rozmówcy. Bo ogólnie to rozmowa zazwyczaj wygląda tak że bla bla bla ale w Bibli pisze że i tu 1 zdanie które unaocznia że pan ma rację. No i ciężko z gościem gadać jak się widzi jedno zdanie, a nie ma kontekstu. Ale tak jak mówię jest to pieśń przyszłości. W międzyczasie uprzyjemniam sobie życie wydzwanianiem do urzędów i próbami zastania różnych to techników/specjalistów o godzinach ich urzędowania… Ale o tym za jakiś czas jak się ogarnę z tej plątaniny papierów, pozwoleń i innego badziejstwa…
Tags: polemika, religie
Posted in Świat i okolice
Świadkowie.
August 10th, 2010 Posted 23:20
Co prawda miałem pisać DeepMine Server albo robić sobie dalej kalendarz ale jakoś mnie znużenie dopadło okrutne więc postaram się opisać moją dzisiejszą przygodę. Dzisiaj dla odmiany nie będzie ani dup ani nic z tych rzeczy. A było to tak:
Zapieprzam sobie radośnie na mych odnóżach przez park w kierunku punktu w którym przechwytuje mnie Aśka z żabą, gdy tu nagle jakiś jegomość macha do mnie i zagaduje. Standardowy program bojowy zadziałał poprawnie, więc zanim pomyślałem to już dziadkowi odpowiedziałem że kasy nie daje niech spada. Dziadek się nie zraził i mówi że nie chce kasy tylko pogadać. Cóż – myślę – czasu mam ci ja chwile, nawijaj dziadzia. Dziadek podstępnie zajechał pytaniem czy wiem co to ewolucja ? Spoko myślę trafiłem Jechowego, bez paniki w Szczecinie powstał specjalny program nawracania agresorów z krzyżem. No to mówię że wiem co to. Dziadek więc z uśmiechem że wpadłem w pułapkę, że jak to się ma do tego co jest napisane w biblii o stworzeniu człowieka. No więc patrzę na niego i pytam na czym problem dokładnie polega ? Szast prast i dziadzia ma w łapce gazetku. Na gazetku pisze: “Strażnica”, szybkim ruchem otwiera na odpowiedniej stronie i jest 5 pytań na które trzeba sobie odpowiedzieć (czy jakoś tak). Niestety pytań nie pamiętam ale pamiętam ogólny sens. Więc pytanie brzmi tak (z grubsza): skoro ludzie pochodzą od małp to czemu nie ma pośredniego ogniwa małpoludów ? Więc uśmiecham się do pana i pytam czy pochodzi pan od brata ? Gościu że nie. A dlaczego ? No bo pochodzę od ojca. Brawo, tak więc wie pan że ludzie nie pochodzą od małp tylko mają wspólnego przodka tego samego co małpy… subtelna różnica ale jednak. Pan się nie zraził i wypalił: to jak pan wytłumaczy altruizm, bo bez niego grupa by nie przeżyła ? Więc pytam jak pan rozumie altruizm ? “Pomaganie innym w grupie” – pada szybka odpowiedź, i dalej – “bo jaki sens miałaby taka jednostka w pomaganiu grupie, jeśli nie byłoby altruizmu ?”. Spokojnie skalkulowałem (jako naczelny altruista Wrocławia) i mówię: skoro sam jestem słaby, a w grupie jestem silny to: nie będąc altruistą będę pomagał grupie bo jest to w moim własnym interesie gdyż daje “mi siłę” i pomaga przetrwać. Dziadek się zesmęcił, ale jest twardy więc: “Skoro ewolucja jest losowa, to jak to się dzieje że najsilniejsze osobniki by tylko przetrwały ? bez wiary w Boga gatunek nieinteligentny nie mógłby przetrwać”. Hmm… “ale renifery w Boga nie wierzą i od kilkudziesięciu lat żyją.” “No tak ale nie będą tak długo żyć”, “No ja też nie wiem czy Pan albo ja nie zginiemy za kilka minut”. “Ale one nie mają szans na zbawienie i wieczność”, “No ale każdy człowiek ma nieśmiertelną duszę więc tak czy siak wieczność przed nim”… Tutaj była długa dywagacja na temat co to jest dusza, wyszło na to (nie polemizuje) że dusza jest materialna, i jest to ciało albo dowolna rzecz. Co ważniejsze jeśli jest to ciało to jest ono duszą tak długo jak ma w sobie krew (chyba krążącą ale nie jestem pewien). Więc ogólnie wszelakie zwierzęta które mają krwinki, i wszystko większe do człowieka jest duszą (jest, a nie ma czyli relacjia IS-A a nie HAS-A). Więc pytam Pana czy jak kogoś zabije i spuszczę z niego całą krew to zniszczę go jako duszę ? Podobno tak. Więc pytam czy zostanę całkowicie unicestwiony jako dusza ? Tak. No dobra to co jest ze świętymi sprzed np 30 lat ? Gościu został świętym, umarł, krew się rozłożyła, umarł jako człowiek i jako dusza, ze zbawienia dupa bo już nie ma czego zbawiać. Jaki jest sens wierzyć ? U dziadka wypieprzył się stos, ale miał sekcję try/catch więc warstwa wyżej sięgnęła po biblię i podała jakiś cytat o apokalipsie. Otóż jestem w błędzie bo nie będzie sądu ostatecznego tak jak mi się wydaje. Najpierw będzie armagedon a później raj. No to mówię że jeszcze gorzej, bo jak się umarło zanim przyszedł armagedon to nie ma szans na raj. Ale nieeee… bo kilka stron dalej pisze, że po armagedonie, a tuż przed rajem będzie zmartwywsyanie wszystkich prawych i nie prawych. Więc pytam gdzie tu sens, po co mam wierzyć skoro i tak mnie odtworzą ? Jak wszystkich to wszystkich. Ale nieee… tych co nie znają i nie czytali pisma, nie. No to pytam, a tych co nie umieli czytać ale byli świętymi ? “To Bóg decyduje”. No tyle to ja wiem, tylko co ma do tego ewolucja ?
Pominąłem tutaj spory kawałek rozmowy o zasadzie ewolucji, bo pan próbował mi wytłumaczyć na czym polega ewolucja, więc wytłumaczyłem ja jemu na przykładzie algorytmu genetycznego jak to z grubsza wygląda. Stwierdził że on nie musi wiedzieć jak to dokładnie działa, bo przecież to tylko teoria i nie ma nic wspólnego z prawdą. Bo teoria to teoria, a nie praktyka. Byłem więc tak miły i stwierdziłem że chyba mili teorię z hipotezą. Bo najpierw stawia się hipotezę która może być fałszywa, później opracowuje się teorię, później ją weryfikuje a dopiero stwierdza czy coś jest prawdą czy nie. Cóż widziałem panikę w oczach, na szczęście (dla dziadka) zadzwoniła Aśka żebym ruszył dupsko. Bo w ramach teorii chciałem zapytać jaki ma dowód że Jezus nie był synem “Latającego Potwora Spagetti” ale mu się upiekło
Posted in Mega lool, Świat i okolice
Ja.
August 8th, 2010 Posted 18:48
Dzisiejszy post będzie postem targetowanym, w kogo targetuje tego nie powiem niech każdy sam sobie wyciągnie wnioski.
To że jesteśmy najważniejsi (w znaczeniu że ja jestem najważniejszy dla siebie) jest wpajane i powtarzane nam na okrągło. Weźmy pierwsze z brzegu reklamy z ich sloganami: “Jesteś tego wart(a)”, “zasłużyłeś(łaś) na to”, “tylko dla wyjątkowych” itd. itp. Ale tak naprawdę to pompowanie w nas wiary w naszą ważność jest mało ważne, gdyż świat często i szybko pokazuje nam że nie do końca jest tak różowo. To co jest dużo gorsze to przeświadczenie (nie bezpośrednie) że tak naprawdę to mi się należy albo powinienem robić to lub coś innego. Jak to w praktyce wygląda ? Ano najczęściej wychodzi to z jakiejś pasji/zainteresowania (informatycy z krwi i kości wiedzą o czym mowa) przy czym nie musi to być wcale połączone z pracą zawodową. Jak masz coś co cię interesuje/pochłania to już wstępnie kwalifikujesz się pod ten post. Idąc dalej, osoba którą coś interesuje zaczyna poświęcać czas na analizę/zabawę/poznawanie swojej pasji, z czasem poświęcając coraz więcej czasu na to. Spoko wszystko jest git do pewnego momentu, a mianowicie gdy poświęcasz temu tyle czasu ile wydaje ci się że powinieneś. I tu pojawia się problem. Jaki ? Otóż taki że nie jesteśmy jedyni na świecie, okazuje się że wraz z dorastaniem i przebywaniem w społeczeństwie wchodzimy w różne interakcje z tym społeczeństwem. Powstają i rozpadają się związki, jedni się alienują inni asymilują. Pojawiają się komplikacje, bo nasze dotychczasowe hobby musi dzielić czas z np drugą osobą. Początkowo świeżo poznana osoba będzie wygrywać, ale z czasem gdy związek krzepnie proporcje będą się stopniowo zlewać. Jeśli związek jest udany to całość ustali się na jakimś poziomie akceptowalnym przez obie strony. Jak nie zaczynają się problemy, bo z jednej strony chce się zająć hobby z drugiej strony mam inne obowiązki. I teraz pojawia się mega problem bo chcę bo mi się należy bo zawsze to robiłem, ale nie mogę ! Ale czy na pewno nie mogę ? Otóż mogę, bo pojawia się cały wachlarz możliwości… Ja już podjąłem decyzję że chcę a właściwie muszę, ale druga strona o tym jeszcze nie wie…. A kiedy się dowie ? Ano jak postawie ją przed faktem dokonanym. Wyszło ? Pewnie, chce wyjechać na wyjazd ze znajomymi. Aśka tego nie akceptuje. Co zrobić ? Przytakiwać, zgadzać się naradzać, a na końcu i tak zrobić to co mówiłem sobie po cichu. Czyli wszystko jest ok. Tyle że jak napisałem wcześniej związki powstają i się rozpadają. Ciągłe powtarzanie sobie ‘tylko ten raz’, ‘to będzie ostatnie’, ‘przecież mi pozwoliłaś’ świadczy tylko o jednym: Jesteś uzależniony… informatycy jako subkultura mają nawet specjalne słowa: nerd, geek itd. Zwykłe społeczeństwa też “pojeb”. Bo tylko pojeb stawia swoje małe potrzeby ponad potrzeby dwojga, bo skoro wspólnie jest ciężej niż osobno to po cholerę męczyć się we wspólnie ?
Tak więc drodzy czytelnicy zastanówcie się czy jesteście pojebami ? Bo ja nie.
Tags: osądy, polemika, religie
Posted in Świat i okolice
Biwak.
July 11th, 2010 Posted 14:32
Jakoś tak się złożyło że zapragnęliśmy z Aśką kontaktu z naturą. Jak pomyśleliśmy tak zrobiliśmy, zgarnęliśmy po drodze Szymona i Kaśkę i pojechaliśmy nad jezioro koło Nysy po uprawiać “naturalizm”. Droga była szybka i przyjemna i w 2h osiągnęliśmy punkt docelowy, 30 min w kasie gdzie to panie wypisywały jakieś papiury, 30 min rozbijania namiotu i ta da… Sprawnie wysmarowaliśmy się jakimś cudem niszczącym promieniowanie (znaczy ci sprytniejsi to zrobili) i heja na plaże. Oczom moim ukazał się widok miliardów rozgrzanych ciał topionych przez bezlitosne słońce. Tak więc niewiele myśląc jebnęliśmy się na kocyk i odpaliliśmy program “opierdalanie się”. Ogólnie większość czasu spędzona miło i radośnie na takich zajęciach jak:
- picie browara
- połykanie kiełbasy, szaszłyka z grila
- moczenie dupy w wodzie.
Oczywiście trafił mnie lekki udar który pewnie by mi minął po 30 min, gdyby nie zajebiście fajny namiot na środku plaży. Namiot ten miał moc emisji jebanej muzyki umpa umpa tak na 60-80 db. Jak widać Slanesh i jego Noisi są wszędzie. Przeteleportowałem się awaryjnie do namiotu i dzięki tajnej sztuce medytacji opanowałem swe działo i za 2h drzemki byłem używalny. Oczywiście mądrość Aśki “golfami jeżdżą tylko buce i debile” okazała się prawdziwa. Obok nas zaparkowały 2 golfy, z których wytoczyły się bolki i ich lachony upiększając okolicę przez UMPA-UMPA oraz polski Rap (czy jak to się tam klasyfikuje). Aby nie było że Polacy to gęsi i swojego języka nie znają to szybko przypomniałem sobie o wielu słowach na k, ch itd. Żeby nie było ja też klnę, ale nie drę przy tym ryja na 30 m, i nie używam tego jako rzeczownika, spójnika, słowa posiłkowego i kilku innych części zdania/mowy których nazw już nie pamiętam. W nocy oglądnąłem sobie ładny pokaz sztucznych ogni i grzecznie koło 24 poszliśmy do namiotu. Bynajmniej nie spać, bo UMPa-UmpA brygada napierdalała radośnie do ~3-4 rano, poza tym jakaś nie-do-ruchana laska (jak się okazało później razem z rodzicami) darła ryja i brechtała się budząc moje mroczne instynkty. Już w pewnej chwili jakiś kolo chciał ją wyciągnąć na plażę aby zapchać jej jadaczkę ale niestety była to laseczka z seri papużki nierozłączki ze swoją psia psiółką…. Kurde szacun dla kolesia że ją z 30 min bajerował, przy czym najbardziej urzekły mnie 2 ostatnie podejścia:
- “No rusza tą dupę ze mną na plaże głupia cipo”
- “To chcesz się ruchać czy nie ?”
Cóż widać desperacja była duża, tym bardziej że jak rano ją zobaczyłem to cóż, nie było szału, a po polu kręciło się dużo fajniejszych dziewczyn (sądząc po zachowaniu również dużo chętniejszych).
Reasumując wypad był całkiem udany poza nocką i tym że Szymon spalił se naskórek więc odpadły dodatkowe atrakcje w stylu kajaków. Ale za 2 tyg. pewnie też gdzieś wyruszymy. Jak to mam w zwyczaju wypaliłem sobie na pysku okularki oraz pasek od czapeczki ale jakoś niespecjalnie się tym przejmuje.
Na koniec odezwa do debili z małymi pisiorami:
- Wsadźcie sobie w dupę wzmacniacz 300 W z 4 subwooferami, dopchajcie płytą o tym jak jakiś debil kurwiąc na lewo i prawo opowiada jaki to świat jest zły. Dopchajcie to wszystko kablem 380V i bawcie się dobrze na zlocie debili takich jak wy, pola namiotowe zostawcie dla normalnych ludzi.
Odezwa do dziewczyn:
- Wiem że kurwa, chuj, jebać itd. to fajne słowa które urozmaicają wypowiedź, jednakże nie niosą żadnej informacji. Więc jeśli w jednym zdaniu występują 4-6 razy to tylko zaciemniają przekaz, i musicie więcej i dłużej się nagadać. Poza tym otoczenie odbiera was jako lachociągi spod latarni, ale używając tego języka jesteście chyba tego świadome ? Więc nie ma się co obruszać przyjmijcie to po prostu do wiadomości lub zmieńcie swój wizerunek/zachowanie.
A tak poza tym to jak ktoś ma jakieś dobre miejscówki na wypad rekreacyjny (rowery, kajaki, łodzie podwodne itd) to dawać cynę w komentarzach.
Tags: biwak, jezioro
Posted in Toster i natura, Świat i okolice
Chwilka.
July 7th, 2010 Posted 19:49
Jako że znam Vikingów to myślę że w ramach Archońskiego obowiązku trza by zareklamować ich bloga. Tym bardziej że można na nim znaleźć temat mi nie obcy czyli staniki i dupy. Tak więc reklamuje blog Anki który można znaleźć tutaj: http://chwilkablog.blogspot.com. Poza różnymi fajnymi fotami (widać ma talent babsko) można znaleźć również przemyślenia których chwilowo nie ogarniam, ale może kiedyś mnie olśni i dzięki nim osiągnę kolejny krok w podboju wszechświata. A tymczasem zachęcam do zwiedzania wskazanego miejsca.
Tags: filozofia, fotografia
Posted in Świat i okolice
Tron.
July 5th, 2010 Posted 23:11
Dzisiaj będzie bardzo ważny post, na bardzo ważny temat którego w ogóle (kurwa kiedyś nauczę się pisać to słowo poprawnie, bo ciągle pisze je łącznie i mi się na czerwono podkreśla co mnie strasznie irytuje !) nie rozumieją kobiety. A mianowicie facet i kibel.
Tak więc drogie panie po pierwsze primo: Kibel zwany WC’tem nie jest torem wyścigowym. Nie idziemy tam aby walnąć kupę na czas. Skoro idę tam to znaczy że mam taką potrzebę i spędzę tam tyle czasu ile potrzeba. Zapewne nie jeden z nas samców spotkał się z marudzeniem typu: Ile tam jeszcze będziesz siedział ? albo Co ty tam robisz ?. Odpowiedzi zawarłem powyżej… siedzę aż skończę, a robię kupę
Nie przez przypadek zwie to się przybytkiem króli, bo podejrzewam że król też lubiał siąść sobie w ciszy i spokoju i np oglądnąć koronę albo zaplanować komu dojebiemy w tym roku. Toaleta jest naturalnym miejscem rozmyślań i kontemplacji pozwalającym nam oczyścić umysł (i ciało). Jak to zazwyczaj bywa oczyszczanie umysłu (i ciała) zanieczyszcza otoczenie (w końcu ilość czystości we wszechświecie jest stała, czyli skoro ja jestem czysty to coś innego przestało być (np. powietrze)). Na pytanie pod tytułem: Co ty jadłeś ? Odpowiedź w większości przypadków jest: to czym mnie nakarmiłaś ![]()
Rozwijając temat co można robić w kiblu:
- przechodzić kolejną plansze gry – w końcu umysł może się odciąć od rzeczywistości i osiągnąć odpowiedni poziom skupienia,
- czytać opisy na dezodorantach – poszerzamy wiedzę z chemii (co to k** jest izopropylen), geografii (skąd do nas przeleciał ten pojemnik i dlaczego to są chiny), oraz marketingu (co za zjeb wymyślił zapach morski, i czy on kiedyś był na plaży i dostał glonem w pysk ?)
- opracować nową zajebistą taktykę – mając na kolanach kodex Darków można wpaść na rzeczy których normalnie się nie da wymyślić np.: doktryna Happy & Deadly, albo Web Way na Scroudgach.
- Zastanowić się czemu ten jebany Access Violation wyskakuje chociaż nie powinien.
- przemyśleć co się dzisiaj zrobiło, a czego nie ?
I wiele innych. Tak więc drogie panie, odrobinę wyrozumiałości w końcu my wam nie przeszkadzamy jak wy przez godzinę używać kompletu małego chemika na sobie (dla niewtajemniczonych chodzi o kosmetyczkę).
Tags: kibel, kobiety, mężczyźni, tabu
Posted in Świat i okolice
Którędy na Grunwald ?
June 28th, 2010 Posted 23:31
Dzisiaj mam zamiar napisać o 2 sprawach, dla pewności wypiszę je na początku aby o nich nie zapomnieć na końcu:
1) Podróż przez Szkoplandię
2) odpowiedź na pytania zagubionych internautów.
Szkoplandia.
Przed-ostatnim razem gdy ma dupa została zawieziona w okolicę Dziwnowa rozważaliśmy z Aśką czy nie warto bryknąć przez Niemcy. Mają fajne autostrady i w ogóle pełen wypas, ale mieliśmy wątpliwości bo żaba trochę chorowała więc sami rozumiecie (niemieccy oprawcy nie znają litości przy holowaniu podobno). Ale ostatnio żaba się wyleczyła (w 90%) mieliśmy wsparcie elektroniczne więc podjęliśmy śmiała próbę jazdy przez Niemcy. Ale po kolei (bo kurde (ha nie przeklinam madafaka !!) nie może być u Tostera za prosto):
1. Czwartek godzina 21, okazuje się że w Noki 5800 z Ovi maps nie ma wgranych Niemiec. Spoko luz postanowiłem skalać Pikusia plugastwem znanym jako Nokia PC suite. Wszystko cacy fajnie, zainstalowałem, konfiguracja nokii aby się spieła z moim routerem WIFI i co ? I dupa, PC suit nie może współpracować z nokia po wifi…. Oczywiście bluetootha nie ma w Pikusiu. Sięgnąłem do pokładów mojej wiedzy tajemnej i powiedziałem tak: Makaron ci w żyć, wezme kabel do sony ericcosna, wgram mu plik (280MB) plik później przez bluetootha wgram na nokie, a na nokii zainstaluje. Nie wyszło
Program nie miał opcji instalacji z pliku w filesystemie nie mówiąc o czymś tak trywialnym jak ściągnięcie z sieci (po wifi) tego co trzeba…. Dobra szybki skan gg i namierzyłem kumpelę w polu bliskim z odpowiednim kablem. 15 min później miałem kabel. Wepchnąłem go noki w dupsko i przyczepiłem do Pikusia. Oczywiście W7 powiedział: Nie mam kurwa pojęcia co to za szmelc jest na drugim końcu kabla i nie będę z wym gadał w żadnym znanym mi narzeczu. Curwa. Ale spoko me drażliwe spojrzenie padło na Fruwaczka (nazwa kodowa lapciaka Aśki), zanim się biedak zorientował zapodałem mu kabla i dopchnąłem softem. Nokia się skumała z większym bratem i było słodko…. Zanczy słodycz się skończyła w momencie updatu map bo te za ch*** nie chciały się wgrać bo … bo nei wiem czemu bo jebaniec nie zgłaszał żadnego błedu. Po 1.5h zirytowałem się, znalazłem jakiś arts gdzie gościu z grubsza opisał co jak i gdzie dograć z ominięciem całości. Tak też zrobiłem. Po ~2.5 h jebania się z tym Hi-techem nokia nauczyła się wszystkiego o Polsce i Niemczech (po drodze zapomniała jak się mówi na głos bo w ferworze walki smrnąłem za dużo plików, ale cóż ofiary muszą być).
Ok rano zapakowaliśmy żabę i pojechaliśmy w siną dal. GPS zrobił nas w bambuko i pokierował dłuższą trasą do Niemiec ale trudno. Gnamy przez szkopie, jest zajebiście lasy buczą, muchy nie mogą żaby dogonić jednym słowem sielanka. Około 10 km od berlina, bateria Nokii mówi “Sayonara frajerzy” i nokia gaśnie. Z siły rozpędu wjebaliśmy się w odbyt Berlina w godzinach szczytu….. Przewińmy czas o 1.5 h, Toster + Asia + Żaba pojawiają się z drugiej strony Berlina. Po drodze wypytaliśmy jakiś Polaków o drogę na Szczecin i najprostrza wiodła przez pewną autostradę blisko punktu rozmowy w kierunku Hamburga, zaraz będą znaki…. Cóż ja znaków nie widziałem, dojechaliśmy po jakimś czasie na stację i tam zmolestowałem jakiegoś hansa. Oczywiście wysłał nas na Szczecin przez Hamburg, kurwa. Trafiliśmy do stacji nr 3, gdzie trafiliśmy autostopowicza który uwaga…. mówił płynnie po Angielsku !! Ta da pierwszy w Niemczech ! Pokazał nam mapę i stwierdził że jedziemy w przeciwnym kierunku i zjechaliśmy koło 100 km od właściwej drogi. Pokazał co i jak i kazał nawrócić (tyle że kurwa nie było jak, wiec pojechaliśmy dalej na Hamburg). Po kilku kilosach zjechaliśmy na stację i poszedłem kupić mapę
(po drodze zmolestowałem Stelmiego ale to inna bajka którą pominę ;P). Obsługa na stacji Shell składała się z pani nie anglo języcznej i pryszczala który twierdził że jako tako gada po ang. Więc pytam pryszczala gdzie są mapy tej plugawej krainy, na co on mówi że nie mają map. Nic to zapłaciłem za bęzyne ale myślę: Kurewa niemcą ufać nie wolno w końcu nie przez przypadek Wanda Niemca nie chciała. Przeszedłem się po stacji i już po 5 krokach od kasy tuż a winklem widze półkę 3×1.5m pełną map wszystkiego w okolicy 1000 km…. Po odnalezieniu się na mapie dotarliśmy do Dziwnowa w okolicach 22.00 (wyjechaliśmy koło 10.00). Mission succesfull.
Teraz odpowiedź na pytania, które dręczą internautów, a które wścibskie google mi zareportowało i tak:
5 osób spędziło koło 18 min na moim blogu szukając informacji o “stanik męski”. Niestety nie potrafię im pomóc, nie potrafie sobię wyobrazić nawet do czego takie coś ma służyć. Może chodzi o tęblak brzuchowy który można używać do utrzymywania wielkiego bebzona ?
6 osób szukało odpowiedzi na pytanie “gdzie sa bajty tostera”. Tutaj sprawa jest dosyć prosta. Bajty Tostera są w Pikusiu, dla spragnionych pikantnych szczegółów nadmienie że w łępetynie pikusia mieszczą się 2 miliardy bajtów, natomiast na HDD trochę więcej, wypisze partycjami, może się komuś przyda:
C: (Maurycy) -> 80 228 642 816 bajty
D: (Syriusz) -> 20 974 428 960 bajty
E: (Havranek) -> 79 808 561 152 bajty
F: (Nostromo) -> 29 364 215 808 bajty
G: (Stealh) -> 29 676 777 472 bajty
I: (Makowka) -> 20 974 428 960 bajty.
Ostatnim nurtującym pytaniem (poza okiem chorego programisty) była fraza “cipy z ciepłowód”. Tutaj możliwe są 2 odpowiedzi:
1) Rozważny hipotezę a, ciepłowody są miejscowością w Polsce. Osoba chce zobaczyć pipke kobiet z tego miasta może tego dokonać np tutaj
2) Przeanalizujmy hipotezę alternatywną, ktoś chce zobaczyć cipę która była w ciepłowodzie. Wymaga to stworzenia odpowiedniej instalacji z ciepłą wodą na tyle dużej aby zmieścić tam kobietę, ponieważ zadanie to nastręcza poważnych problemów natury technicznej proponowane jest podejście alternatywne. Po nakłonieniu kobiety do współpracy należy wsadzić ją do wanny z ciepłą wodą i dokonanie analogicznej obserwacji.
Tags: podróże, pytania internautów
Posted in Świat i okolice
Kup pand dechę strikes back.
June 17th, 2010 Posted 08:46
Wczoraj oczywiście minął termin kiedy to nasz specjalista z tartaku miał oddać kabone. Jak zapewne się spodziewacie nic do mnie nie wróciło no bo i po co ? Tak więc zacząłem wdrażać plan alfa-czarli-6-k8. Czyli wzięcie jakiegoś młotka i jebniecie panu, w sensie metaforycznym oczywiście gdyż jestem osobą miłującą pokój i harmonię. W pierwszej fazie zadzwoniłem sobie do różnych rzeczników konsumenta, izby handlowej i kumpla Romana którego to pozdrawiam, a przy okazji zareklamuje kancelarię w której pracuje można ją znaleźć tutaj. I teraz już wiemy że dałem trochę dupy, ale nie jakoś strasznie. Tak więc po kolei, trzeba napisać ładne pismo w którym to piszemy do Pana że zlał nas strasznie w związku z czym jesteśmy strasznie wzburzeni i wypowiadamy mu umowę, a on ma oddać zaliczkę + karę. Pismo to wielkiej mocy upychamy do koperty, i wysyłamy turbo poleconym listem, z pingiem zwrotnym odebrania do danego Pana. W piśmie piszemy że na 2 tyg. na to albo będzie źle. Jak nas Pan zleje. To robimy mu ponowną notyfikację, tym razem dajemy mu tydzień. Czyli doliczając do tego latencję poczty w pesymistycznym wariancie (czyli takim jaki jest typowy dla programistów) będziemy się z tym jebać (2 + 1) + (1 + 1) = 5 tygodni, chujnia no ale cóż… Jeśli ten Pan w ciągu 5 tygodni nie wyskoczy z kabony to możemy jebnąć mu orbital strike w postaci sądu oraz nasłać na niego inkwizycję w postaci Krajowego Rejestru Długów. Zarówno rzecznik konsumenta jak i Izba Handlowa mogą mu skoczyć bo ich jedyne uprawnienia to możliwość mediacji… Cóż więc jeśli zostanie nam sąd to nie ma tragedii bo musimy zapłacić 5% tego o ile się ubiegamy od kolesia i zakładamy sprawę. W oparciu o umowę oraz nasze pogróżki o których wspomniałem wcześniej sąd może powiedzieć: “Ja jebie Toster, ale cie koleś dymał… Ale nie bój żaby, ja super sędzia Dred ukarzę tego złoczyńce i zajebie mu karę”. Jak już przyjdzie do sądu to oczywiście można sięgnąć po środki dodatkowe poza umową i zgodnie z tym co mi Roman zaimputował możemy ponarzekać jaki to ja skrzywdzony byłem, czyli:
1) zwrot zaliczki
2) kara z umowy
3) odsetki ustawowe od kary (liczone od końca terminu z pierwszej pogróżki)
4) moje straty wynikłe z tego że musiałem wziąć inny droższy zakład (różnica w cenach)
5) moje straty na budowie wynikłe z opóźnień (zmiana cen materiałów, przesunięcia ekipy, itd)
6) moje straty wynikłe z opóźnień dodatkowy okres wynajmowania mieszkania
Na co sędzia Dred się zgodzi, a na co nie ciężko powiedzieć ale trzeba mu dać jakąś pożywkę aby czuł że pełni swe obowiązki jak należy. I znowu jak to Roman powiedział: “Spoko Toster, zbieraj powoli kwity i wszystkie dokumenty, podliczaj i nie śpiesz się”. Czasu na to mam min 2 lata max 10 (w zależności od umowy i czegoś tam jeszcze). Tak więc sami Państwo widzicie że zastosujemy standardową Dark Eldarską technikę defensywną (bez głupich komentarzy Eman…) i zobaczymy co z tego wyniknie.
Over & out.
Tags: budujemy dom, niepoważni ludzie, sądy, tartak
Posted in Budujemy bunkier, Co mnie boli, Świat i okolice
Dzień bez stanika.
May 29th, 2010 Posted 23:32
Tak tak proszę Państwa taki dzień nie mógł przejść bez echa przez blog takiego sexisty jak ja. Dla osób niewtajemniczonych dzisiaj znaczy 30 maja jest wspomniane “święto”. Przejrzałem szybko net aby zobaczyć z czym się to je. Hmm.. podobno kobiety nienawidzą staników zwanych również biustonoszami (błędnie bo z tego co znalazłem to stanik to jedno, a biustonosz to 2 gie). W ramach protestu wyrażanego jutro następuje w różnych miejscach świata publiczne palenie tej części bielizny (znowu się wkurwią ekologowie bo to sporo syntetyków, a jak wiemy palenie tego jest beee). Dowiedziałem się również że biustonosz jest “symbolem męskiej dominacji nad kobietę” madafaka nie mam pojęcia w jaki sposób niby to jest udowodnione/argumentowane ale nie mieści się to w mojej małej łepetynce. Tak więc drogie panie nie krępujcie się i śmiało zrzucajcie/palcie/deptajcie staniki. Ja jako męski szowinista odcinam się od tej całej otoczki propagandowo/politycznej, nie jest ona ważna. Ważne są uwolnione cycuchy cieszące mój wzrok :> A jak to mam w zwyczaju skoro już przy tym jesteśmy to ogłoszę kolejny bez odzewowy konkurs z zerową liczbą uczestników: Zapraszam do przesyłania zdjęć upamiętniających dzień bez stanika ![]()
Na tym kończę wpis dzisiejszy, jak to mawiał mistrz Yoda (poza kadrem): Niech cycuchy będą z wami !
Tags: biustonosz, cycuchy, stanik, święta
Posted in Świat i okolice

on
on