Dzisiaj będzie krótki post o władcy piorunów, tym tajnym pseudonimem ochrzciłem pana elektryka z wiochy, w której budujemy sobie nasz własny ciasny bunkier. Otóż jak zapewne się drogi czytelniku domyślasz władca piorunów jak przystało na postać mistyczną ma jakieś zajebiste skille. Do nich zalicza się: “wyczucie frajera”, “rewersja czasu”, “prawdomówność oczywista” oraz “zachodzenie od dupsztyla”. Ale po kolei, jakiś czas temu na naszą kochaną budowę trafił dzidzia który zauważył że się budujemy, a że on jest zajebistym i tanim elektrykiem to chętnie dla nas wykona instalację. Wstępnie dziadek opowiedział nam trochę historii swojego życia kim to nie był, czego nie robił i co nie osiągnął. Spoko jako niezwykle spokojna i wyrozumiała osoba przekierowałem strumień od dziadka do /dev/nulla i już, niech sobie pogada ważna cena. Ok dziadek w końcu uzewnętrznił się 15zl/punkt. Wow, prawdziwy heros cena zajebista mówimy do dziadka: “spoko ziom z ciebie wciągamy cię nosem”. Pomazialiśmy po bunkrze co gdzie byśmy chcieli (światła, wyłączniki itd) i się rozstaliśmy. Wprawny gracz od razu wyczuje że zastosowano na nas “wyczucie frajera”, ponieważ oceniając na oko można rzec że dziadek ma coś kolo 65-70 levela potraktował nas od razu “tetryczną gadką” która miała nas zmiękczyć i podbić mu atrybut autorytet. Spoko niby wszyscy szczęśliwi ale jeden z moich podprogramów nie był zbyt happy, nie wiadomo czemu co i jak, ale jakoś mi dziadek nie pasił, nic to mówię cena jest ok. Sumarycznie policzyliśmy koło 140 punktów co dawało kolo 7k cene, dziadek pomlaskał że trzeba liczyć 10k bo zawsze coś, a tak będzie bezpieczny zapas. Mija czas i tak dalej, jest piątek 2 tyg temu. Spotykamy dziada na budowie aby dogadać co i jak i podpisać umowę. Dziadzia przychodzi i pyta czy mamy umowę ? WTF ? Jak my, w końcu on jest wykonawcą. Ale nic się nie odzywam dogadujemy szczegóły. Nagle dziadek mówi: “ok to tak jak się umówiliśmy 20zl punkt i wchodzę w pon.” Eeee ? Mówię że było 15 to skąd to 20 ? Na co dostaje odpowiedź pewniaka, że to niemożliwe on zawsze daje 20zł bo inaczej się nie kalkuluje i na pewno tak powiedział. Oczywiste stało się że nastąpiła próba użycia skilli “rewersja czasu” oraz “prawdomówności oczywistej”, niestety kurde Toster ma nieźle nabity atrybut “pamięć” oraz nie najgorszy atrybut “inteligencja”, tak więc wyszły mi rzuty obronne i wiem że mnie chce ktoś wydymać. (W domu użyłem potężnego artefaktu “notatnik” w którym zapisuje sobie ustalenia, tak więc wiedziałem że się nie pomyliłem). Dobra ciągnę dalej negocjację i pytam ile to sumarycznie będzie. Na co dziadek że punkt świetlny to nie jest przełącznik/miejsce na światło tylko liczba skręconych kostek, tak więc w puszce z kontaktem mogą być 1, 2 lub 3 punkty w zależności od czegoś tam. Tak więc cena z 15 zł/włącznik lub światełko nagle zmieniła się w cenę od 20 do 60 zł… Co więcej, po tym jak już zostanie wszystko otynkowane, to za skromne 5 zł za kontakt zostaną nam zamontowane włączniki. Madafaka, ale ale, to jest robocizna… bo kable i cała resztę to trzeba kupić, i on może to kupić tylko damy mu kasę i on już wszystko załatwi. Tak tak, to dobrze myślicie, to jest właśnie side effect użycia zakazanego skila “zachodzenie od dupsztyla”, jeśli w tym momencie nie pójdą rzuty to jest kaplica. Bo ten skill jest wstępem do nekromantycznego comba: “zachodzenie od dupsztyla”, “wyssanie frajera” połączone z “ostrym rżnięciem od tyłu”. Mi rzuty poszły więc mówię, “spoko, a ile to kosztuje” na co dziadek że on ma zajebiste zniżki i lepiej aby on brał materiał (ale ja też mogę jak chcę tylko nie dostane takich zniżek). On wszystko kupi, zrobi, ja zapłacę ale, materiał dostane po cenach hurtowni, a nie tych z jego zniżką, bo różnicę od ceny dla śmiertelnika, a ceny dla władcy piorunów zgadnijcie kto bierze ? Myślę sobie “kurwa, zajebisty deal, gościu mnie zachęca abym dał mu kasę za robotę, oraz na materiał żeby jeszcze mógł zarobić na materiale, a zachętą dla mnie jest …”. No właśnie kurde co ? Uśmiech z 2ma zębami ? Czy jak ? Wole dać zarobić gościowi w hurtowni niż jemu, bo dla mnie cena taka sama o on i tak bierze kasę za robociznę. A jak zrobię duże zamówienie to może dostanę z 10% upustu. Dobra mówię: “Ile sumarycznie, bo nie wiem ile kasy odłożyć”. Dziadek z uśmiechem, że on nie chce mnie naciągać itd, wszystko jasno i przejrzyście ale trzeba liczyć 10-14k. No ja jebie nagle cena wzrosła o 40%, bo jak pokazuje doświadczenie dziwnym trafem wszystkie moje zakupy zawsze kończyły w okolicach granicy szacowanej ceny. Nic to w zeszłym tygodniu pogadaliśmy z inną firmą poleconą przez naszego budowlańca. Ostateczna wycena 8.5k + 1.1k podłączenie do źródła mocy itd. sumarycznie wliczając zapas, naddatek itp itd powinno się to zamknąć w 11k z umową i fakturami na wszystko. W sobotę podpisuję umowy zobaczymy jak to wyjdzie.
Jakoś tak się złożyło że zapragnęliśmy z Aśką kontaktu z naturą. Jak pomyśleliśmy tak zrobiliśmy, zgarnęliśmy po drodze Szymona i Kaśkę i pojechaliśmy nad jezioro koło Nysy po uprawiać “naturalizm”. Droga była szybka i przyjemna i w 2h osiągnęliśmy punkt docelowy, 30 min w kasie gdzie to panie wypisywały jakieś papiury, 30 min rozbijania namiotu i ta da… Sprawnie wysmarowaliśmy się jakimś cudem niszczącym promieniowanie (znaczy ci sprytniejsi to zrobili) i heja na plaże. Oczom moim ukazał się widok miliardów rozgrzanych ciał topionych przez bezlitosne słońce. Tak więc niewiele myśląc jebnęliśmy się na kocyk i odpaliliśmy program “opierdalanie się”. Ogólnie większość czasu spędzona miło i radośnie na takich zajęciach jak:
- picie browara
- połykanie kiełbasy, szaszłyka z grila
- moczenie dupy w wodzie.
Oczywiście trafił mnie lekki udar który pewnie by mi minął po 30 min, gdyby nie zajebiście fajny namiot na środku plaży. Namiot ten miał moc emisji jebanej muzyki umpa umpa tak na 60-80 db. Jak widać Slanesh i jego Noisi są wszędzie. Przeteleportowałem się awaryjnie do namiotu i dzięki tajnej sztuce medytacji opanowałem swe działo i za 2h drzemki byłem używalny. Oczywiście mądrość Aśki “golfami jeżdżą tylko buce i debile” okazała się prawdziwa. Obok nas zaparkowały 2 golfy, z których wytoczyły się bolki i ich lachony upiększając okolicę przez UMPA-UMPA oraz polski Rap (czy jak to się tam klasyfikuje). Aby nie było że Polacy to gęsi i swojego języka nie znają to szybko przypomniałem sobie o wielu słowach na k, ch itd. Żeby nie było ja też klnę, ale nie drę przy tym ryja na 30 m, i nie używam tego jako rzeczownika, spójnika, słowa posiłkowego i kilku innych części zdania/mowy których nazw już nie pamiętam. W nocy oglądnąłem sobie ładny pokaz sztucznych ogni i grzecznie koło 24 poszliśmy do namiotu. Bynajmniej nie spać, bo UMPa-UmpA brygada napierdalała radośnie do ~3-4 rano, poza tym jakaś nie-do-ruchana laska (jak się okazało później razem z rodzicami) darła ryja i brechtała się budząc moje mroczne instynkty. Już w pewnej chwili jakiś kolo chciał ją wyciągnąć na plażę aby zapchać jej jadaczkę ale niestety była to laseczka z seri papużki nierozłączki ze swoją psia psiółką…. Kurde szacun dla kolesia że ją z 30 min bajerował, przy czym najbardziej urzekły mnie 2 ostatnie podejścia:
- “No rusza tą dupę ze mną na plaże głupia cipo”
- “To chcesz się ruchać czy nie ?”
Cóż widać desperacja była duża, tym bardziej że jak rano ją zobaczyłem to cóż, nie było szału, a po polu kręciło się dużo fajniejszych dziewczyn (sądząc po zachowaniu również dużo chętniejszych).
Reasumując wypad był całkiem udany poza nocką i tym że Szymon spalił se naskórek więc odpadły dodatkowe atrakcje w stylu kajaków. Ale za 2 tyg. pewnie też gdzieś wyruszymy. Jak to mam w zwyczaju wypaliłem sobie na pysku okularki oraz pasek od czapeczki ale jakoś niespecjalnie się tym przejmuje.
Na koniec odezwa do debili z małymi pisiorami:
- Wsadźcie sobie w dupę wzmacniacz 300 W z 4 subwooferami, dopchajcie płytą o tym jak jakiś debil kurwiąc na lewo i prawo opowiada jaki to świat jest zły. Dopchajcie to wszystko kablem 380V i bawcie się dobrze na zlocie debili takich jak wy, pola namiotowe zostawcie dla normalnych ludzi.
Odezwa do dziewczyn:
- Wiem że kurwa, chuj, jebać itd. to fajne słowa które urozmaicają wypowiedź, jednakże nie niosą żadnej informacji. Więc jeśli w jednym zdaniu występują 4-6 razy to tylko zaciemniają przekaz, i musicie więcej i dłużej się nagadać. Poza tym otoczenie odbiera was jako lachociągi spod latarni, ale używając tego języka jesteście chyba tego świadome ? Więc nie ma się co obruszać przyjmijcie to po prostu do wiadomości lub zmieńcie swój wizerunek/zachowanie.
A tak poza tym to jak ktoś ma jakieś dobre miejscówki na wypad rekreacyjny (rowery, kajaki, łodzie podwodne itd) to dawać cynę w komentarzach.
Post związany z tartakiem Bomar i współpracą z nimi. Zgodnie z moimi przewidywaniami prośba o zwrot zaliczki oraz kary została olana ciepłym moczem. Zupełnie mi wyleciało z głowy aby to sprawdzić i już 2 tygodnie temu minął termin kiedy to kasa powinna wrócić. Otóż nie wróciła więc przechodzimy płynnie do kroku 3, czyli…… ponowienie prośby. Cóż Polska ma bardzo miłe prawo, a ja jako miły Polak przestrzegam tegoż prawa. Tak więc powiększyłem kwotę, o ustawowe odsetki (dla zainteresowanych reguluje to Rozporządzenie Rady Ministrów Dz.U. nr 220, poz. 1434 i w chwili obecnej wynosi to 13%) i wyślę w poniedziałek nową pogróżkę. Tym razem deadline 1 tydzien + 1 tydzień dla poczty. Później się zobaczy, w międzyczasie proponuje konkurs/sondę. Kto sądzi że kasa wróci, a kto uważa że znowu zostanę zlany ?
Jako że znam Vikingów to myślę że w ramach Archońskiego obowiązku trza by zareklamować ich bloga. Tym bardziej że można na nim znaleźć temat mi nie obcy czyli staniki i dupy. Tak więc reklamuje blog Anki który można znaleźć tutaj: http://chwilkablog.blogspot.com. Poza różnymi fajnymi fotami (widać ma talent babsko) można znaleźć również przemyślenia których chwilowo nie ogarniam, ale może kiedyś mnie olśni i dzięki nim osiągnę kolejny krok w podboju wszechświata. A tymczasem zachęcam do zwiedzania wskazanego miejsca.
Dzisiaj będzie bardzo ważny post, na bardzo ważny temat którego w ogóle (kurwa kiedyś nauczę się pisać to słowo poprawnie, bo ciągle pisze je łącznie i mi się na czerwono podkreśla co mnie strasznie irytuje !) nie rozumieją kobiety. A mianowicie facet i kibel.
Tak więc drogie panie po pierwsze primo: Kibel zwany WC’tem nie jest torem wyścigowym. Nie idziemy tam aby walnąć kupę na czas. Skoro idę tam to znaczy że mam taką potrzebę i spędzę tam tyle czasu ile potrzeba. Zapewne nie jeden z nas samców spotkał się z marudzeniem typu: Ile tam jeszcze będziesz siedział ? albo Co ty tam robisz ?. Odpowiedzi zawarłem powyżej… siedzę aż skończę, a robię kupę
Nie przez przypadek zwie to się przybytkiem króli, bo podejrzewam że król też lubiał siąść sobie w ciszy i spokoju i np oglądnąć koronę albo zaplanować komu dojebiemy w tym roku. Toaleta jest naturalnym miejscem rozmyślań i kontemplacji pozwalającym nam oczyścić umysł (i ciało). Jak to zazwyczaj bywa oczyszczanie umysłu (i ciała) zanieczyszcza otoczenie (w końcu ilość czystości we wszechświecie jest stała, czyli skoro ja jestem czysty to coś innego przestało być (np. powietrze)). Na pytanie pod tytułem: Co ty jadłeś ? Odpowiedź w większości przypadków jest: to czym mnie nakarmiłaś 
Rozwijając temat co można robić w kiblu:
- przechodzić kolejną plansze gry – w końcu umysł może się odciąć od rzeczywistości i osiągnąć odpowiedni poziom skupienia,
- czytać opisy na dezodorantach – poszerzamy wiedzę z chemii (co to k** jest izopropylen), geografii (skąd do nas przeleciał ten pojemnik i dlaczego to są chiny), oraz marketingu (co za zjeb wymyślił zapach morski, i czy on kiedyś był na plaży i dostał glonem w pysk ?)
- opracować nową zajebistą taktykę – mając na kolanach kodex Darków można wpaść na rzeczy których normalnie się nie da wymyślić np.: doktryna Happy & Deadly, albo Web Way na Scroudgach.
- Zastanowić się czemu ten jebany Access Violation wyskakuje chociaż nie powinien.
- przemyśleć co się dzisiaj zrobiło, a czego nie ?
I wiele innych. Tak więc drogie panie, odrobinę wyrozumiałości w końcu my wam nie przeszkadzamy jak wy przez godzinę używać kompletu małego chemika na sobie (dla niewtajemniczonych chodzi o kosmetyczkę).
Dzisiaj mam zamiar napisać o 2 sprawach, dla pewności wypiszę je na początku aby o nich nie zapomnieć na końcu:
1) Podróż przez Szkoplandię
2) odpowiedź na pytania zagubionych internautów.
Szkoplandia.
Przed-ostatnim razem gdy ma dupa została zawieziona w okolicę Dziwnowa rozważaliśmy z Aśką czy nie warto bryknąć przez Niemcy. Mają fajne autostrady i w ogóle pełen wypas, ale mieliśmy wątpliwości bo żaba trochę chorowała więc sami rozumiecie (niemieccy oprawcy nie znają litości przy holowaniu podobno). Ale ostatnio żaba się wyleczyła (w 90%) mieliśmy wsparcie elektroniczne więc podjęliśmy śmiała próbę jazdy przez Niemcy. Ale po kolei (bo kurde (ha nie przeklinam madafaka !!) nie może być u Tostera za prosto):
1. Czwartek godzina 21, okazuje się że w Noki 5800 z Ovi maps nie ma wgranych Niemiec. Spoko luz postanowiłem skalać Pikusia plugastwem znanym jako Nokia PC suite. Wszystko cacy fajnie, zainstalowałem, konfiguracja nokii aby się spieła z moim routerem WIFI i co ? I dupa, PC suit nie może współpracować z nokia po wifi…. Oczywiście bluetootha nie ma w Pikusiu. Sięgnąłem do pokładów mojej wiedzy tajemnej i powiedziałem tak: Makaron ci w żyć, wezme kabel do sony ericcosna, wgram mu plik (280MB) plik później przez bluetootha wgram na nokie, a na nokii zainstaluje. Nie wyszło
Program nie miał opcji instalacji z pliku w filesystemie nie mówiąc o czymś tak trywialnym jak ściągnięcie z sieci (po wifi) tego co trzeba…. Dobra szybki skan gg i namierzyłem kumpelę w polu bliskim z odpowiednim kablem. 15 min później miałem kabel. Wepchnąłem go noki w dupsko i przyczepiłem do Pikusia. Oczywiście W7 powiedział: Nie mam kurwa pojęcia co to za szmelc jest na drugim końcu kabla i nie będę z wym gadał w żadnym znanym mi narzeczu. Curwa. Ale spoko me drażliwe spojrzenie padło na Fruwaczka (nazwa kodowa lapciaka Aśki), zanim się biedak zorientował zapodałem mu kabla i dopchnąłem softem. Nokia się skumała z większym bratem i było słodko…. Zanczy słodycz się skończyła w momencie updatu map bo te za ch*** nie chciały się wgrać bo … bo nei wiem czemu bo jebaniec nie zgłaszał żadnego błedu. Po 1.5h zirytowałem się, znalazłem jakiś arts gdzie gościu z grubsza opisał co jak i gdzie dograć z ominięciem całości. Tak też zrobiłem. Po ~2.5 h jebania się z tym Hi-techem nokia nauczyła się wszystkiego o Polsce i Niemczech (po drodze zapomniała jak się mówi na głos bo w ferworze walki smrnąłem za dużo plików, ale cóż ofiary muszą być).
Ok rano zapakowaliśmy żabę i pojechaliśmy w siną dal. GPS zrobił nas w bambuko i pokierował dłuższą trasą do Niemiec ale trudno. Gnamy przez szkopie, jest zajebiście lasy buczą, muchy nie mogą żaby dogonić jednym słowem sielanka. Około 10 km od berlina, bateria Nokii mówi “Sayonara frajerzy” i nokia gaśnie. Z siły rozpędu wjebaliśmy się w odbyt Berlina w godzinach szczytu….. Przewińmy czas o 1.5 h, Toster + Asia + Żaba pojawiają się z drugiej strony Berlina. Po drodze wypytaliśmy jakiś Polaków o drogę na Szczecin i najprostrza wiodła przez pewną autostradę blisko punktu rozmowy w kierunku Hamburga, zaraz będą znaki…. Cóż ja znaków nie widziałem, dojechaliśmy po jakimś czasie na stację i tam zmolestowałem jakiegoś hansa. Oczywiście wysłał nas na Szczecin przez Hamburg, kurwa. Trafiliśmy do stacji nr 3, gdzie trafiliśmy autostopowicza który uwaga…. mówił płynnie po Angielsku !! Ta da pierwszy w Niemczech ! Pokazał nam mapę i stwierdził że jedziemy w przeciwnym kierunku i zjechaliśmy koło 100 km od właściwej drogi. Pokazał co i jak i kazał nawrócić (tyle że kurwa nie było jak, wiec pojechaliśmy dalej na Hamburg). Po kilku kilosach zjechaliśmy na stację i poszedłem kupić mapę
(po drodze zmolestowałem Stelmiego ale to inna bajka którą pominę ;P). Obsługa na stacji Shell składała się z pani nie anglo języcznej i pryszczala który twierdził że jako tako gada po ang. Więc pytam pryszczala gdzie są mapy tej plugawej krainy, na co on mówi że nie mają map. Nic to zapłaciłem za bęzyne ale myślę: Kurewa niemcą ufać nie wolno w końcu nie przez przypadek Wanda Niemca nie chciała. Przeszedłem się po stacji i już po 5 krokach od kasy tuż a winklem widze półkę 3×1.5m pełną map wszystkiego w okolicy 1000 km…. Po odnalezieniu się na mapie dotarliśmy do Dziwnowa w okolicach 22.00 (wyjechaliśmy koło 10.00). Mission succesfull.
Teraz odpowiedź na pytania, które dręczą internautów, a które wścibskie google mi zareportowało i tak:
5 osób spędziło koło 18 min na moim blogu szukając informacji o “stanik męski”. Niestety nie potrafię im pomóc, nie potrafie sobię wyobrazić nawet do czego takie coś ma służyć. Może chodzi o tęblak brzuchowy który można używać do utrzymywania wielkiego bebzona ?
6 osób szukało odpowiedzi na pytanie “gdzie sa bajty tostera”. Tutaj sprawa jest dosyć prosta. Bajty Tostera są w Pikusiu, dla spragnionych pikantnych szczegółów nadmienie że w łępetynie pikusia mieszczą się 2 miliardy bajtów, natomiast na HDD trochę więcej, wypisze partycjami, może się komuś przyda:
C: (Maurycy) -> 80 228 642 816 bajty
D: (Syriusz) -> 20 974 428 960 bajty
E: (Havranek) -> 79 808 561 152 bajty
F: (Nostromo) -> 29 364 215 808 bajty
G: (Stealh) -> 29 676 777 472 bajty
I: (Makowka) -> 20 974 428 960 bajty.
Ostatnim nurtującym pytaniem (poza okiem chorego programisty) była fraza “cipy z ciepłowód”. Tutaj możliwe są 2 odpowiedzi:
1) Rozważny hipotezę a, ciepłowody są miejscowością w Polsce. Osoba chce zobaczyć pipke kobiet z tego miasta może tego dokonać np tutaj
2) Przeanalizujmy hipotezę alternatywną, ktoś chce zobaczyć cipę która była w ciepłowodzie. Wymaga to stworzenia odpowiedniej instalacji z ciepłą wodą na tyle dużej aby zmieścić tam kobietę, ponieważ zadanie to nastręcza poważnych problemów natury technicznej proponowane jest podejście alternatywne. Po nakłonieniu kobiety do współpracy należy wsadzić ją do wanny z ciepłą wodą i dokonanie analogicznej obserwacji.
Wczoraj oczywiście minął termin kiedy to nasz specjalista z tartaku miał oddać kabone. Jak zapewne się spodziewacie nic do mnie nie wróciło no bo i po co ? Tak więc zacząłem wdrażać plan alfa-czarli-6-k8. Czyli wzięcie jakiegoś młotka i jebniecie panu, w sensie metaforycznym oczywiście gdyż jestem osobą miłującą pokój i harmonię. W pierwszej fazie zadzwoniłem sobie do różnych rzeczników konsumenta, izby handlowej i kumpla Romana którego to pozdrawiam, a przy okazji zareklamuje kancelarię w której pracuje można ją znaleźć tutaj. I teraz już wiemy że dałem trochę dupy, ale nie jakoś strasznie. Tak więc po kolei, trzeba napisać ładne pismo w którym to piszemy do Pana że zlał nas strasznie w związku z czym jesteśmy strasznie wzburzeni i wypowiadamy mu umowę, a on ma oddać zaliczkę + karę. Pismo to wielkiej mocy upychamy do koperty, i wysyłamy turbo poleconym listem, z pingiem zwrotnym odebrania do danego Pana. W piśmie piszemy że na 2 tyg. na to albo będzie źle. Jak nas Pan zleje. To robimy mu ponowną notyfikację, tym razem dajemy mu tydzień. Czyli doliczając do tego latencję poczty w pesymistycznym wariancie (czyli takim jaki jest typowy dla programistów) będziemy się z tym jebać (2 + 1) + (1 + 1) = 5 tygodni, chujnia no ale cóż… Jeśli ten Pan w ciągu 5 tygodni nie wyskoczy z kabony to możemy jebnąć mu orbital strike w postaci sądu oraz nasłać na niego inkwizycję w postaci Krajowego Rejestru Długów. Zarówno rzecznik konsumenta jak i Izba Handlowa mogą mu skoczyć bo ich jedyne uprawnienia to możliwość mediacji… Cóż więc jeśli zostanie nam sąd to nie ma tragedii bo musimy zapłacić 5% tego o ile się ubiegamy od kolesia i zakładamy sprawę. W oparciu o umowę oraz nasze pogróżki o których wspomniałem wcześniej sąd może powiedzieć: “Ja jebie Toster, ale cie koleś dymał… Ale nie bój żaby, ja super sędzia Dred ukarzę tego złoczyńce i zajebie mu karę”. Jak już przyjdzie do sądu to oczywiście można sięgnąć po środki dodatkowe poza umową i zgodnie z tym co mi Roman zaimputował możemy ponarzekać jaki to ja skrzywdzony byłem, czyli:
1) zwrot zaliczki
2) kara z umowy
3) odsetki ustawowe od kary (liczone od końca terminu z pierwszej pogróżki)
4) moje straty wynikłe z tego że musiałem wziąć inny droższy zakład (różnica w cenach)
5) moje straty na budowie wynikłe z opóźnień (zmiana cen materiałów, przesunięcia ekipy, itd)
6) moje straty wynikłe z opóźnień dodatkowy okres wynajmowania mieszkania
Na co sędzia Dred się zgodzi, a na co nie ciężko powiedzieć ale trzeba mu dać jakąś pożywkę aby czuł że pełni swe obowiązki jak należy. I znowu jak to Roman powiedział: “Spoko Toster, zbieraj powoli kwity i wszystkie dokumenty, podliczaj i nie śpiesz się”. Czasu na to mam min 2 lata max 10 (w zależności od umowy i czegoś tam jeszcze). Tak więc sami Państwo widzicie że zastosujemy standardową Dark Eldarską technikę defensywną (bez głupich komentarzy Eman…) i zobaczymy co z tego wyniknie.
Over & out.
Tak więc zeszłego nudnego piątku kiedy to żona dziewczę moje pojechała na wyjazd integracyjny, ja siedziałem i ścierałem się z jebanym SCJD. Czas mi radośnie płynął kiedy to stwierdziłem że pierdole nie robię. Z prędkością 200 kliknięć na minutę zinwigilowałem sieć bliską (czyli strony które periodycznie przeglądam) i stanąłem przed nie lada wyzwaniem. Cóż kurde z sobą począć w ten radosny wieczór. Na szczęście usłyszałem radosne szepty z kuchni, poszedłem zobaczyć co tam szepce a tam 3x 0.66 Hainekena macha do mnie łapkami. No to chwyciłem butelache nr 1 za szyję (niech wie zaraza kto tu rządzi) i przyczłapałem do Pikusia. W czasie aplikowania mojemu zdezelowanemu układowi nerwowemu alkoholu naszła mnie diaboliczna myśl. Wejdę na czat ruletkę ! Szybki skan wiki i znalazłem URL’a który mnie interesił. Wbiłem i pierwszy problem, chce zaraza ode mnie kamery. Spoko lajcik nie taki sprzęt już instalowałem, wsadziłem mą kosmatą łapę w półkę obok i wyciągnąłem wijącą się kamerę. Zaaplikowałem pikusiowi kabla w odpowiednią dziurę i wsłuchałem się w jego narzekania że nie wie co od niego chcę. Cóż zmuszony oporem krzemiaka pogmechtałem we wnętrznościach strony Crativa i wydobyłem manuskrypt opatrzony opisem “Drivery dla pieprzonej kamerki”. Pikuś łyknął jak mały rekinek i udało mi się zaspokoić skrypta na stronie czat rulety. Fak, ale to nie koniec. Bo nic się nie dzieje, moje sprawne oko szybko namierzyło kilka guzików (bez labeli, żeby nie było) i metodą eliminacji małpiej (zrandomizowane klikanie) udało mi się ożywić ruletkę….Oczom mym ukazały się….. penisy. Liczba mnoga bo co prawda zazwyczaj pojawiał się jeden na raz, ale zmieniając rozmówców pojawiały się kolejne fujary. Po kilku klikach pojawiła się ludzka twarz. Ogólnie rzecz biorąc po 30 min klikania udało mi się porozmawiać z jedną osobą (jakieś 2-3 minuty) i to tyle. Poza faktem że strona jest zjebana na mojej operze to jej zawartość jest równie zjebana co skrypt. Ale nic to, w końcu wieczór się dopiero zaczął przeszukałem Polskę czy aby nasi lokalni informatycy nie zrobili czegoś podobnego tylko lepszego. I bingo trafiliśmy na taka stronke. Tutaj całość chodziła ładnie, content też był ciut lepszy. Znaczy trafiłem 2 dziewczyny i koło 18 facetów i jednego penisa. Cóż warto dodać że faceci wszyscy byli rozebrani do pasa i prezentowali co mieli najlepszego czyli mięśnie, może da się tak laskę wyrwać na necie nie wiem. Trafiłem jeszcze z 2-3 gości równie znudzonych co ja oraz kobite (jedną z tych 2) która namiętnie szukała rozmówcy z którym gadała i niechcący się rozłączyła. Reasumując:
- czat ruletka ssie, na koło 2 h zabawy z różnymi jej odmianami (nie wspominam o wszystkich stronach które zwiedziłem) było słabo,
- jak masz mało lat i nie interesuje się męska anatomia to daruj sobie ruletkę,
- świat jest pełen pojebańców którzy chętnie pokażą ci fujarę, nie wiem co prawda po co ale może to im pomaga w codziennym życiu.
W ramach eksploracji Wrocławia w dniu dzisiejszym nawiedziliśmy brygadą 2 knajpy: Brazyliane i Sezam. Krótko o nich.
Brazyliana jak sama nazwa wskazuje stylizowana jest na styl hameryki południowej, lokalik schludny z minimalną dozą klimatu. Niestety kojarzy mi się nieodparcie ze sfinksem czyli fast foodem. Żarcie (bo nie jest to pub tylko “restauracja”) niestety jest takie sobie, jeśli chodzi o smak to nie rzuca na kolana ale też nie odrzuca. Niestety jeśli wziąć pod uwagę ilość i skład pokarmu to jest słabo, sałatki tyle co kot napłakał ryżu niewiele więcej. Tak więc raczej nie polecam, wpaść można ale bez szału.
Po opuszczeniu wspomnianego wcześniej lokum poszliśmy poszwędać się dalej, padł pomysł że może do Sezama popykać kulki. Od słowa do czynu u nas niedaleka droga tak więc po kilku chwilach byliśmy na miejscu.
Sezam.
Klub bilardowy, w miejscu w którym nikt by się go nie spodziewał, czyli wchodzimy do dużego biurowca, tajne schody na pierwsze piętro i jesteśmy. Lokal od razu skojarzył mi się z Al capone, podobny wystój do tamtych lat, podobne oświetlenie. Stoły do bilardu sztuk chyba z 20 w tym wielka snookerowa locha. Jest i barek (a jakże) ale ceny to gwałt analny na moim portfelu, nic to wzięliśmy kije w dłoń i ponapieprzaliśmy bile. Czas minął szybko i przyjemnie, ogólnie lokal mogę polecić z czystym sumieniem o ile twój portfel nie ma nic przeciwko dymanku od tylca.
Na tym kończę dzisiejszy raport, i tak sympatyczny serwer udostępni go za 4 dni dla szerszej publiki
Tak tak proszę Państwa taki dzień nie mógł przejść bez echa przez blog takiego sexisty jak ja. Dla osób niewtajemniczonych dzisiaj znaczy 30 maja jest wspomniane “święto”. Przejrzałem szybko net aby zobaczyć z czym się to je. Hmm.. podobno kobiety nienawidzą staników zwanych również biustonoszami (błędnie bo z tego co znalazłem to stanik to jedno, a biustonosz to 2 gie). W ramach protestu wyrażanego jutro następuje w różnych miejscach świata publiczne palenie tej części bielizny (znowu się wkurwią ekologowie bo to sporo syntetyków, a jak wiemy palenie tego jest beee). Dowiedziałem się również że biustonosz jest “symbolem męskiej dominacji nad kobietę” madafaka nie mam pojęcia w jaki sposób niby to jest udowodnione/argumentowane ale nie mieści się to w mojej małej łepetynce. Tak więc drogie panie nie krępujcie się i śmiało zrzucajcie/palcie/deptajcie staniki. Ja jako męski szowinista odcinam się od tej całej otoczki propagandowo/politycznej, nie jest ona ważna. Ważne są uwolnione cycuchy cieszące mój wzrok :> A jak to mam w zwyczaju skoro już przy tym jesteśmy to ogłoszę kolejny bez odzewowy konkurs z zerową liczbą uczestników: Zapraszam do przesyłania zdjęć upamiętniających dzień bez stanika 
Na tym kończę wpis dzisiejszy, jak to mawiał mistrz Yoda (poza kadrem): Niech cycuchy będą z wami !