Okiem chorego programisty.

Blog Tostera

Staruchy do lasu.

No Comments »

May 18th, 2012 Posted 19:56

Dzisiejszy post sponsorują zakłady piwowarskie “Piter”. Ostatnio podesłał mi wspomniany gościu linka do artykułu na temat tego że nie ma programistów po 40tce (no powiedzmy że o tym to było, ale rozważania traktowały o starych koderach). A że swego czasu o coś podobnego pytał mnie Omen, no i Anka też mnie zmotywowała do pracy więc zaczynam strumieniować swój umysł do bazy danych.
Tak więc na mój gust starzy programiści mogą ewoluować w jednym z trzech kierunków:
1) stania się nie programistami
2) stania się skrytymi programistami
3) stania się poganiaczami czarnuchów.

Wariant 1, jest dosyć ciekawy i wiąże się chyba ze znudzeniem. Nie czarujmy się praca przy kodzie w dużej części jest nudna, a upierdliwi klienci w cyklu kilku miesięcznym potrafią pobudzić naprawdę mordercze instynkty człowieka. Tak więc może się okazać że ktoś kto był całkiem niezłym programistą nagle założy sklep z grami albo pizzerię. Aby robić coś nowego ekscytującego.

Wariant 2 zakłada że dalej się coś tam ma ze smykałki programisty. Coś tam się podłubie i w ogóle, ale już nie ma tego zapału. Młodzi wkurzają i ich zapał męczy. Skryty programista ninja toleruje ale się nie włącza, jak ktoś coś chce to ok, pomożemy, zrobimy ale bez ideologii. Najlepiej robić w spokoju, bez całego tego zamieszania, a jak jest nagła ochota to i na boku coś się stworzy i nikt poza nami nie zrozumie dlaczego program który nic nie robi jest moim największym dziełem.

Wariant 3, zakłada że programista zmutował w managiera albo jakiegoś tech-leada. Ma się jeszcze tyle w sobie agresji aby się użerać z innymi, terroryzować ich i wyznaczać kierunek marszu.

Takie są moje zapatrywania na najbliższe kilka lat (dokładnie rzecz biorąc, tak mi się wydaje że kończą starsi programiści). Nie piszę tu o gościach którzy nie są programistami, umieją natomiast programować. Jak ktoś ma jakieś inne opcje przemyśleniowe nie krępować się, w bazie jest dużo miejsca komentarze się na pewno zmieszczą.


Zdrowe czy niezdrowe?

9 Comments »

May 6th, 2012 Posted 12:55

Tak mnie naszła taka poranna myśl. Co to znaczy zdrowe? Nasuwa się od razu oczywista odpowiedź: To co jest dobre dla zdrowia. No i tak się zastanawiam dalej: Przecież nie ma pokarmu który ma tylko “dobre” substancje, w jednym jabłku jest pewnie kwadrylion związków chemicznych, część “zdrowych” część “nie zdrowych” i część obojętnych. No więc myślę dalej. Czy pojęcia zdrowe i niezdrowe nie są po prostu kolejną ofiarą pokroju słowa “przyjaciel”? I tak naprawdę w obecnych czasach nie ma ją już żadnego realnego znaczenia? Bo co chwilę słychać że jakiś produkt jest zdrowy, cudowny, zalecany i w ogóle. Większość ludzi to podchwytuje i delektuje się czymś tam. Patrzymy na skład i się zastanawiamy co tam tak naprawdę jest takiego zdrowego? Czym się różni jakiś tam jogurt od drugiego (poza oczywiście bycia zdrowszym)? Czy ktoś może mnie wytłumaczyć naukowe kryteria oceniania czegoś jako zdrowego albo nie. Jakieś obiektywne wytyczne jakie muszą być spełnione warunki aby konkretny produkt spożywczy mógł być uważany za zdrowy?

A tak z innej beczki polecam we Wrocku lodziarnie Tralala w pasażu włoskim (niedaleko rynku). Są tam w pytę wielkie lody robione na miejscu, nie wiem czy są zdrowe ale za do ogromne i smaczne :P


Polaczki and Polska.

No Comments »

May 4th, 2012 Posted 23:37

Trochę czasu minęło, zdążyliście się zregenerować i znowu stać się radośni i pełni życia. Najwyższy więc czas trochę ponarzekać! Dzisiaj weźmiemy na warsztat szeroko pojęty internet 2.0 (czy jak kto woli web 2.0). Wchodzimy na dowolny portal i otwieramy dowolny artykuł, niespełna dziesięć do dwudziestu postów poniżej dowiemy się że wszystkiemu jest winny Tusk i PISiory. Zawsze mnie zadziwia ile to pieniędzy Polskie partie potrafią przeznaczyć na taką wojnę. Tak więc już wiemy, że nieodzownym elementem życia przeciętnego Polaka jest polityka. Równie wdzięcznym tematem są różne posty/artykuły na temat działania urzędów/urzędników/policjantów/straży miejskiej i w ogóle służb użyteczności publicznej. Tutaj bardzo często objawia się grupa “wirtualnych emigrantów” którzy to piszą zazwyczaj “Wy polaczki to to i tamto, u nas w Nikaragui nikt nawet tak nie pomyśli”. To oczywiście wkurza wszelakich patriotów i pojawia się mały flejm. Drugą dominującą grupą w takich rozmowach są aktywni zdołowani… Poznać ich można po komentarzach: “Takie rzeczy niestety tylko w Polsce” albo “Kiedy u nas zacznie się robić coś normalnie?!”. Cóż jeśli jakieś tam patologie są w ich mniemaniu na porządku dziennym to mam smutną wiadomość: To jest normalne zachowanie… bo o ile się nie mylę dominujące zachowanie w grupie uznaje się za normalne (chyba… nie mam biegłości w socjologii). Tak więc moi drodzy można powiedzieć tylko jedno: Good job! Kreujmy nasz kraj tak dalej!


Rozmowy o książkach.

2 Comments »

April 19th, 2012 Posted 17:10

Zostałem zaproszony do zabawy przez znajomą (nieee świntuchy nie o takiej zabawie mówię jak myślicie!) wpisem o takim Zabawowy wpis tak więc co mi tam po obnażam się trochę publicznie:P
Całość z tego co zrozumiałem polega na odpowiedzi na kilka pytań, osoby które to czytają i mają bloga niech się nie krępują przyłączyć się do zabawy. Jedziem z koksem.

O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?
Wczesnym rankiem albo późnym wieczorem, zwanym również nocą.

Gdzie czytasz?
W autobusie, na kiblu, czasami w łóżku.

w jakiej pozycji najchętniej czytasz?
Siedzącej czasami leżącej w zależności jak mnie książka napadnie.

jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?
Fantastykę, kiedyś lubowałem się w horrorach/fantasy obecnie głównie hard sci-fi.

Jaką książkę ostatnio kupiłaś/kupiłeś albo dostałaś/dostałeś?
Nie mam zielonego pojęcia, słaba pamięć do tytułów.

Co czytałaś/czytałeś ostatnio?
Dżichad Butleriański czy jakoś tak (preludium do Diuny)

Co czytasz obecnie?
Dokumentacje techniczną :) Lub losowe rzeczy które wpadną na chwilę w łapki.

Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi? Jeśli używasz zakładek, to jakie one są?
Zakładki rulez! Zazwyczaj papier toaletowy, albo paragony :D

E-book czy audiobook?
audiobooki do eBooka trza czytnika a takowego nie posiadam.

Jaka jest Twoja ulubiona książka z dzieciństwa?
Dr Dolittle.

Którą z postaci literackich cenisz najbardziej?
Żadnej, niewiele ich pamiętam :)


Facebookownica.

9 Comments »

April 17th, 2012 Posted 12:32

Co jakiś czas odwiedzam FB (w sumie nie wiem po co ale kij z tym). Konto założyłem bo potrzebne mi było do pracy, a poza tym co jakiś czas wrzucam tam swoje “osiągnięcia” co zresztą chyba nie ma żadnego znaczenia i skutek reklamowy jest bliski 0 ale nie o tym będzie dzisiejsze narzekanie :D
Otóż jest kilka person w liście moich znajomych które napierdzielają posty jak karabin maszynowy, osoby te zostały wywalone z listy śledzenia czy jak się to nazywa. Dlaczego? Bo nadaktywność jest niczym innym jak spamowaniem, potokiem gówna pompowanym wszystkim na ścianę. Więc reguła prosta: za dużo piszesz u siebie -> /dev/null nie jesteś aż tak ciekawy aby floodować mi okienko. Zwłaszcza że jak wchodzę raz na tydzień to nic poza tobą nie ma.
Czyli już wiemy że są goście którzy są super-aktywni i męczący luz ich sprawa. Zajmijmy się drugą stroną userów, nazwijmy ich zwykłymi. I tu są goście którzy mają tylko swoich znajomych albo wszystkich kto się tylko napatoczy. Jaki jest sens kolekcjonowania znajomych nie wiem, pewnie wynika to z używalności jakiś gier. Gdzie masz dużo gości którym coś tam dajesz, albo polecasz albo bierzesz i gra się rozwija…chyba. No dobra i dochodzimy do sedna (prawie). Co nam daje facebook? Interaktywne gry. Znajomości? Eeee…chyba nie. Dobra ale jest jeszcze wall…. co widzę w 90% walla? Ano linki do portali, youtube, demotywatory i inne agregatory zdjęć/filmów lub portali informacyjnych. Ledwo kilka procent wpisów jest zrobionych samodzielnie… Czyli co mamy? Kolejny agregator agregatorów. Z drugiej strony zastanawiam się jaki jest sens tego wszystkiego? Bo powiedzmy mam 10 “przyjaciół” w tym 4 z nich to programiści i 6ciu to zwykli ludzie. Tak więc jaki sens jest zamieszczać np linka do opisu SDK? Przecież z tymi 4 i tak pewnie o tym pogadam jak uznamy to za ciekawe, a 6 pozostały uzna to za śmieci. Siedzimy tam aby klikać w akcje społecznościowe/virale/reklamy i rozsiewać to? Naprawdę nic od siebie nie macie ludzie do przekazania? Nic poza linkami do tego co stworzyli inni… web 2.0 total power…


Samotność.

8 Comments »

April 15th, 2012 Posted 00:30

Tak sobie obserwuje znajomych i nas samych i dochodzę do różnorakich wniosków. Niektóre teorie padają inne ewoluują. Najnowsza hipoteza jest taka: “Osoby sympatyczne nie są samotne”. Przy czym jako samotność chodzi mi o takie coś że masz znajomych którzy się do ciebie odzywają/przyjeżdżają/zapraszają bezinteresownie. Czyli nie dzwonie do ciebie aby cię zaprosić na kawę, a przy okazji nie mógłbyś zerknąć na mój komputer tylko wpadaj bo mam ochotę się z tobą napić kawy. Rozwijając tą teorię dochodzę do wniosku że bardzo duża część populacji niestety jest złamasami gdyż tak nie ma. I pojawia się przystosowanie, takowi ludzie nauczyli się żyć w samotności. Nie wychodzą z nikim (chyba że impreza firmowa), sami oglądają filmy, sami chodzą do sklepu i do knajpy. Życie towarzyskie ogranicza się do odwiedzin rodziny, wypadów firmowych, wizyt osób które coś od ciebie chcą, lub wizyt u osób od których ty coś chcesz. W miarę możliwości osoby takie budują sobie dom, koniecznie musi być ogrodzony. Koniecznie wysoki żywopłot lub mur i przyda się duży pies aby nikt nie wszedł. Nikt nie zaglądał, nikt nie dzwonił. Najlepiej aby nikt nic odemnie nie chciał, abym mógł się zamknąć w swoich 4 ścianach i robić to co mnie interesuje… A co najczęściej interesuje? Oglądanie tv, przeglądanie internetu, kolekcjonowanie seriali czytanie o gwiazdach. Faza!


Gwiazdki.

No Comments »

April 9th, 2012 Posted 20:28

Na święta postanowiliśmy z moją białogłową o rudych włosach poturlać dupsko do jakiegoś hotelu/pensjonatu lub czegoś podobnego aby leniuchować i się po opieprzać. Plan się udał i jak widać wróciłem z wypadu w jednym kawałku! Juuupii. A teraz kilka przemyśleń, które mnie trochę zaskoczyły. Otóż hotel spa był bardzo łady i w ogóle (bez sarkazmu), co prawda w basenie nie była cycatych panienek które widniały na stronie internetowej ale im wybaczę. Pomijając to że było ładnie to za cholerę nie mogę zrozumieć niektórych decyzji biznesowych:
1) +20zł za dostęp do WIFI… w hotelu z 4*. Co więcej za te 20zł mamy dostęp do 512kbs, przynajmniej jeśli nikt inny nie sięga po to…
2) Brak parkingu… Znaczy jest taki dodatkowy nieopodal (nie wiem dokładnie gdzie, coś koło 100-200m). Płatny 15zł/doba. Hmm… Zazwyczaj tam gdzie bywałem parking był wliczony w cenę pokoju.
3) bezpłatne przedłużenie doby hotelowej do 17. Nie to abym narzekał bo skorzystałem ale w świetle punktów 1,2 to mnie zbiło z tropu.
No ale najbardziej mnie rozjebała polityka SPA. Wszystko co mokre dostępne od 8-20 za friko. No Ok, co prawda wolałbym aby było to od 10-11 do 24 ale mogę z tym żyć… To z czym nie mogę to w ulotki znalezione w pokoju. Wewnątrz jest cennik jakiś tam zabiegów tyle że ni chuja ma się do rzeczywistości, bo jak sama pani na SPA powiedziała: To stary cennik. Ale nowego nie ma, ona może powiedzieć co i jak i za ile. Ale ja chcę o tym zdecydować siedząc na klopie i przeglądając pisemka, a nie rozmawiając na gorąco z panią od masażu. Inna sprawa jest taka: W ofercie jest 20% zniżki na wybrane zabiegi. Niby ok, ale… ale WYBRANE zabiegi to budzi czujność. Zwłaszcza jeśli KAŻDEGO dnia inne zabiegi są tymi wybranymi… na pewno wiecie gdzie można dostać spis wybranych zniżkowych zabiegów.
Podsumowując wypad udany, hotel bardzo fajny, obsługa też ale oferta pisemna z serii tak aby nikt się w niej nie połapał…


Tags: , , ,
Posted in Świat i okolice

Chooper bar.

No Comments »

April 6th, 2012 Posted 11:13

Tak oto nasza brygada uderzeniowa trafiła do nowego lokalu w Wro. Rozpoznanie bojem przeprowadziliśmy w chooper bar. Od razu dnia poprzedniego wynikło małe nieporozumienie z mą lubą. Brzmiało to mniej więcej tak:
- Idę jutro na browara.
- Gdzie idziecie?
- Do chooper bar, czy jakoś tak.
- Czopek bar? No nie wiem czy to dobry pomysł…
Tak więc już wiemy że nazwa firmowa może być trochę myląca no ale co robić. Dotarliśmy na miejsce w miarę bezproblemowo, mimo że poza rynkiem. Szyld w tym pomógł, pomogła też lokalizacja przy ulicy, a nie w jakimś zapomnianym zakamarku podwórka, albo piwnicy skrytej przed ostrzałem. Wystrój taki sobie, nie rzuca na kolana ale też nie odstrasza więc ok. Muza w porzo, bez jakiegoś popu nachalnego coś między rockiem, a metalem. Panie na barze też całkiem wporzo i nawet się uśmiechały co jest miłą odmianą od znudzonych lachonów z miną zwiędłych pietruszek. Miłym zaskoczeniem jest też browar produkcji Czeskiej albo Słowackiej nie jestem do końca pewien. Można sobie walnąć złotego bażanta za 8zł albo jakieś inne. Sumarycznie browarów naliczyłem 6 typów (na kijach) w tym jeden ciemny który mi najbardziej podszedł. Plusem jest też możliwość sięgnięcia po broń większej mocy czyli kufle o rozmiarze jednego litra. Knajpa serwuje też pasze, ja zapodałem sobie golonkę i jestem z niej zadowolony chociaż nie dają na bazie chleba do tego (trza chyba domówić). Warty wspomnienia jest też kibel który znajduje się w piwnicy i wygląda jak okop AK’a z lat wojennych. Znaczy wystrój, a nie czystość… Czyli mamy moździerz, jakiegoś manekina przebranego za żołnierza oraz skrzynki z amunicją. Poza tym kibel jest czysty i schludny więc plus. Na tym kończę relację, knajpę mogę z czystym sumieniem polecić wszystkim.


Robimy własnego mutanta.

4 Comments »

April 5th, 2012 Posted 23:16

Dzisiaj mikro post. Więc prosto do clue. Jak każdy z nas (no prawie każdy) może zrobić swojego własnego mutanta? Otóż nic prostszego! Możesz wręcz zrobić armię mutantów! Wystarczą dwie proste rzeczy:
- mikrofalówka
- parówki.
Idziemy do pierwszego sklepu i kupujemy najgorsze parówki jakie się da, im mniej mięsa tym lepiej. Wsadzamy parówki do mikrofali i ją odpalamy na najwyższych obrotach… Już po kilkunastu sekundach w mrożących krew w żyłach dźwiękach powstają potwory z koszmarów… Zmutowane parówki zombie! Aby podnieść jeszcze adrenalinę maczamy je w najtańszej radioaktywnej musztardzie i zapychamy do pyska… normalnie zombie armagedon in mutanty style pełną gębą.

PS.
Jeśli nie masz 18 lat nie próbuj tego w domu. Musisz być co najmniej doświadczonym studentem z ograniczonym budżetem aby tego dokonać i wyjść bez szwanku :D


Tags: ,
Posted in Świat i okolice

Konto maklerskie Citi.

1 Comment »

April 2nd, 2012 Posted 09:40

W końcu się zebrałem i po 1.5h siedzenia w banku udało mi się założyć konto do grania na giełdzie. Wow, zajebiście więc nie pozostało mi nic więcej jak czekać aby przyszły papiery z loginem i takie tam. Czas płynął i po tygodniu dostałem kopertę z tym co trzeba. Nic to dzwonie na CitiPhone i gadam z jakąś panią o aktywacji, w końcu się udało mam login + pass wow. Wchodzę na stronę do logowania i jakiś długi nudny komunikat. No nic nie chce mi się czytać 1,5 strony drobnego druku więc dzwonię znowu do jakiejś miłej pani i opisuje swoje problemy. No i kobieta rozpierdala mnie po ścianach dwoma zdaniami: “No ale aby zalogować się do serwisu MUSI pan używać Internet Explorera 6″. Kurwa białko mi się w mózgu ścięło na tą wiadomość, więc pytam: “Proszę mi wytłumaczyć jak mam włączyć IE6 na makintoszu?”. “Eeee no to pozostają panu zlecenia maklerskie przez telefon”. ŻE CO KURWA?! Otóż wlazłem na tą jebaną stronę CTRL+F i wpisuje IE6. No i pisze jak byk że jeden z największych banków na świecie wymaga ode mnie abym sprofanował Pikusia technologią sprzed 10 lat. Mam zainstalować win XP + IE6 aby móc składać zlecenia. Noż ja pierdole i kurwa jego mać. Jak sobie przypomnę słodką panią w jebanym banku, która mi pierdoliła o internetowym panelu, w którym mogę zrobić wszystko to mam ochotą postawić na podłodze doniczkę, złapać tą babę wsadzić jej głowę w tą doniczkę, a w dupę zapakować 17l butle do syfonu biurowego.